Sonda

Który dodatek DLC do Dragon Age 2 jest Twoim zdaniem najlepszy?
 

Serwisy zrzeszone

Wybierz szablon

Online

Naszą witrynę przegląda teraz 8 gości

Sex, Drugs & Rock’n’roll, czyli patologie społeczne w Fereldenie

Dodano: 22 maja 2010 22:55 | autor: waber
Dragon Age: Początek

Jedna z użytkowniczek naszego forum postanowiła poświęcić nieco swojego czasu i napisać dla Was artykuł pod tytułem "Sex, Drugs & Rock’n’roll, czyli patologie społeczne w Fereldenie". Gorąco zapraszamy do zapoznania się z nim w rozwinięciu tej wiadomości.

Gdyby w świecie Dragon Age na chwilę odsunąć wizję zagrożenia Plagą i przyjąć, że wraz ze swoją drużyną szwendamy się luźno po Fereldenie, mogłoby się okazać, iż codzienne życie w tym kraju obfituje w doczesne - można by rzec - degeneracyjne rozrywki.

Nawet w tych dramatycznych czasach, kiedy Szara Straż gwałtownie poszukuje sprzymierzeńców do walki z Arcydemonem i Mrocznymi Pomiotami, bez trudu odnajdujemy te specyficzne miejsca, w których śmiało można „pójść w tango”.

Możliwości są w zasadzie nieograniczone – alkohol leje się szerokim strumieniem, miejskie przybytki rozpusty oferują wszelkie możliwe rodzaje seksu, a nielegalny handel lyrium wręcz kwitnie. Tak jak w realnym świecie, dostęp do tego rodzaju towarów można osiągnąć dzięki wysokiemu statusowi majątkowemu, odpowiednim znajomościom w półświatku i wyższych sferach społecznych, a także lokowaniu się w większych miastach, gdzie pomimo większej rozwiązłości zasady moralne są odpowiednio naciągane i tym samym mniejsze jest ryzyko ostracyzmu.
No to jedźmy z tym koksem.

Będąc zagorzałym fanem mocniejszych trunków, ratunek zawsze znajdziesz w wiejskiej gospodzie, miejscowej karczmie, czy u wszelakiej maści kupców na traktach i rynkach większych miast. Jeśli na dodatek przyjaźnisz się z Oghrenem, to w chwilach krytycznych możesz liczyć na to, że rubaszny przyjaciel wspomoże cię trunkiem sporządzonym według własnej, tajemniczej receptury – oczywiście musisz przełamać swój (jakże przecież irracjonalny) lęk przed spróbowaniem owej mikstury.
Wolisz napić się z kobietą? Nic prostszego! Nasza stara, dobra Wynne nigdy nie odmówi spożycia butelki wina, a i popularną „zupą chmielową” nie wzgardzi.

W zasadzie wygląda na to, że w Fereldenie poszukiwanie abstynentów jest z góry skazane na niepowodzenie. No, może Kantorzy jeszcze jako tako trzymają pion, ale przecież nie można mieć stuprocentowej pewności - w końcu nie można ufać komuś, kto porozumiewa się z resztą świata za pomocą jakiejś Pieśni i nie da się z nim nawet normalnie pogadać.

Jedno jest pewne – w Fereldenie można umrzeć z naprawdę wielu powodów, ale z pewnością nie z powodu braku alkoholu we krwi.

Oczywiście, drogi podróżniku, możesz stwierdzić, że alkohol jednak szkodzi na cerę, a niestety nie jesteś w stanie na trzeźwo ogarnąć otaczającej cię rzeczywistości. Nic prostszego, niż wpaść w odwiedziny do Wieży Magów, gdzie odpowiednio przekupiony lub zastraszony, czarujący dealer Godwin zaopatrzy cię w cudowną substancję zwaną lyrium. Dzięki niej doświadczysz prawdziwie magicznych doznań. Jeśli dodatkowo masz smykałkę do handlu możesz jeszcze na tym zarobić, przemycając lyrium dla Godwina z samego Orzammaru.

Gdyby Godwin nie przypadł ci do gustu zawsze mógłbyś spróbować uzyskać dostęp do upragnionej substancji bezpośrednio u Krasnoludów, o ile oczywiście posiadłeś tę cenną i jakże rzadką umiejętność unikania ciosów toporem w potylicę. Jeśli byłbyś jednak naprawdę cwaną bestią i wytrawnym smakoszem lyrium, wstąpiłbyś po prostu do Zakonu i został Templariuszem – oni swoje działki dostają za free – Alistair potwierdzi.

Oczywiście nie do końca sprawa z lyrium jest tak kolorowa – po pierwsze na złożach trzymają łapę Krasnoludy, oficjalny handel jest kontrolowany przez Zakon (niezła mafia swoją drogą), no i skutki nadużycia substancji mogą być mało pożądane, czego dowodem jest starszy Templariusz, podpierający bramy świątyni w Denerim. W sumie dobrze, że Alistair nie zdążył się uzależnić, bo podróż z nim mogłaby stanowić duży problem, choć zapewne chwilami byłaby to swoista forma rozrywki dla reszty drużyny.

Załóżmy jednak, że nie lubisz używek zmieniających stany świadomości, chcesz zachować kontrolę nad swym umysłem i otoczeniem, a jednocześnie odczuwasz potrzebę lekkiej degeneracji – w takiej sytuacji możesz jak najbardziej udać się do przybytku, o jakże wdzięcznej nazwie -„Perła”. Zamiast mocno spopularyzowanego mordobicia, które możesz w tym kraju dostać wszędzie za darmo, a nawet na nim zarobić, tu otrzymasz obietnicę spełnienia twoich najskrytszych fantazji erotycznych. Miejscowy zamtuz oferuje towarzystwo i usługi prostytutek obu płci, jak również dowolnie wybranej rasy. To chyba jedyne miejsce w Fereldenie, w którym nie spotkasz się z agresją i nietolerancją na tle rasowym. Dla wymagających bywalców owego przybytku przewidziane są również bardziej wyrafinowane formy spędzania tu czasu – choćby przy wykorzystaniu nieco onieśmielonych bryłkowców.

Nie każdego jednak stać na takie ekstrawagancje. Jeśli nie jesteś bogaczem lub po prostu nie lubisz szastać kasą, a jednak odczuwasz „potrzebę”, zawsze możesz uderzyć w konkury do towarzyszy podróży. Niewinny Alistair, ognista Morrigan, czy biseksualni Zevran i Leiliana, nie odmówią spędzenia z tobą intymnych chwil, o ile oczywiście zadbasz o właściwy poziom relacji z nimi. Pomimo tego, jeśli cenisz sobie niezależność i brak zobowiązań, stanowczo rozsądniejszym rozwiązaniem będzie wizyta w „Perle”.

Co ciekawe, w Fereldenie – kraju przesiąkniętym wszelkiego rodzaju wierzeniami i naznaczonym piętnem rasizmu, nie uświadczysz homofoba z prawdziwego zdarzenia. Co prawda zarówno Alistair jak i Morrigan są zdecydowanie heteroseksualni, ale nawet oni w żaden dramatyczny sposób nie krytykują zachowań homo czy biseksualnych w otaczającym ich świecie – istny szał tolerancji seksualnej.

Biorąc pod uwagę szeroki wachlarz patologii społecznych (za jakie uważa się między innymi alkoholizm, narkomanię czy prostytucję) serwowanych w Fereldenie, można by stwierdzić, że ów świat w zasadzie nie odbiega od naszej rzeczywistości, a pod względem tolerancji i przyzwolenia społecznego na tego rodzaju „rozrywki” Ferelden śmiało mógłby konkurować z dzisiejszym Amsterdamem.

Cóż, bardzo możliwe, że życie w Fereldenie jest po prostu bardziej „rock’n’rollowe” niż mogło by się wydawać na pierwszy rzut oka.

Dziękuję mojej siostrzenicy Agnessie za natchnienie :)

waber
 

Dodaj komentarz

Kod antysapmowy
Odśwież