|
"Cisza jak makiem zasiał" jak to mówili Fereldeńczycy. Kraina wyżyn Anderfels była krainą zadziwiająco niebezpieczną i pełną zagadek. Nie dość, że występowały drapieżne zwierzęta i trująca roślinność to jeszcze panował tu przerażający spokój i cisza. Jeśli mowa o zwierzętach to nie brakowało młodych smoków, bersarkernów, ghuli czy olbrzymich pająków. Tu i ówdzie (jeżeli ktoś miał pecha) można było spotkać również cienie i słabsze demony pochodzące z ukrytych pieczar, gdzie zasłona prawdopodobnie słabła. Zapewne kraina ta w przyszłości nazywana by była "Miejscem zapomnianym przez Stwórcę" a na tablicach przed nią głosiłoby "Zawróć!", ale na szczęście rozprzestrzenianiu się niebezpieczeństw przeszkadzała jedna rzecz - forteca Weisshaupt. Owy krajobraz wyglądał spokojnie. Skalista pustynia a na niej wielka twierdza za którą rozciągały się wysokie góry. Ich pasmo było prawie niewidoczne przez wszechobecną ciemność, którą tylko trochę redukowały gwiazdy. Sama twierdza odstraszała przez brak jakichkolwiek oznak cywilizacji. Wydawała się tylko opuszczoną ruiną nieobchodzącą prawie nikogo. Prawie.
Aedan Cousland parł naprzód, nie bacząc na pozory i zmylenia. Był zły, przerażony, wycieńczony, ale zachowywał spokój, co przychodziło mu z trudem. Bał się, że budynek przed nim to tylko stara Tevinterska świątynia a jego podróż to tylko gówniana strata czasu. Jechał dalej nie tracąc nadziei. Pomagała mu w tym klacz zakupiona w Nevarrze. Jednak i jej uciekały wszystkie siły. Dopiero w odległości dwustu metrów od głównego wejścia zauważył prawdziwe oblicze Weisshaupt. Spostrzegł bogato zdobioną bramę, wysokie, strzeliste wieże, ogromne witraże w głównych blokach, podpory i wielkie płaskie kopuły w oddali. Nie można było pominąć też, występującego tu i ówdzie, magicznego oświetlenia. Cała budowla była zbudowana z marmuru oprócz kopuł i dachówek z żelaza.
Strażnik wejścia odziany w prosty pancerz podszedł do Aedana, który schodził właśnie z klaczy. Zaczął przyjacielsko:
- Witamy w Weisshaupt Bohaterze Fereldenu.
- A skąd wiecie, że nim jestem? Myślałem, że Strażników z Anderfels nie obchodzi zagraniczna polityka.
- Zagraniczny świat rzeczywiście nas nie obchodzi, ale wiemy o nim wszystko. - dodał z uśmieszkiem na twarzy - Poza tym, każdy na tym świecie wie, że zabiłeś Arcydemona. Tytuł "Bohatera" to tylko plotka. Wracając do tematu, przepraszam, że się nie przedstawiłem. Nazywam się Tarmir. Pełnię tu rolę podkomendanta oraz nadzorcy porządku. Nasi teoretycy magii przewidzieli twoje przybycie a następnie przydzielili mnie do przyjęcia, oprowadzenia i urządzenia twojej osoby w twierdzy.
- Tak od razu? Dziękuję za gościnę lecz zostanę u was najwyżej rok. Chyba nie muszę mówić dlaczego do was przyjechałem?
- Nie trzeba. O wszystkim wiemy.
- Dobrze. Oprócz konkretów, jestem tu jeszcze w pewnej sprawie osobistej, ale postaram się nie sprawiać problemów.
- No dobra, w takim razie darujmy sobie już grzeczności zanim uschniemy. Pewnie nie raz słyszałeś o tym jacy to jesteśmy obcy i niekulturalni, ale dla człowieka, który zabił tego smoka w Denerim, zawsze się znajdzie...
Nagle ktoś krzyknął zza pół otwartej bramy.
- Coś długo sobie rozmawiacie! - osoba w długim niebiesko-złotym płaszczu, ozdobionym ptasimi piórami zbliżała się do nich żwawym krokiem.- Panie nadzorco, prosiłem aby powitać gościa po czym prędko wprowadzić do środka aby oszczędzić mu dłuższego stania na zimnie!
- Właśnie zamierzałem to zrobić, ale przyszliście wy Panie...
- Już dobrze. Proszę jeszcze zostać w strażnicy godzinę a później zmienimy wartę. Ja natomiast zajmę się gościem.
Aedan i kolejny przewodnik ruszyli kamiennym chodnikiem ku wielkim drewnianym wrotom prowadzącym do półkolistego budynku wysadzanego witrażami. W tym czasie Fereldeńczyk zagadał do swojego przewodnika:
- Myślałem, że zostaniesz w Amarancie Anders.
- Nie mogłem tam wytrzymać. Od czasu zwycięstwa w Twierdzy Czuwania ludzie patrzą na strażników krzywym okiem. Sam o tym dobrze wiesz.
Aedan milczał. Wyglądał na zmartwionego.
- Na dodatek prawie wszyscy szarzy strażnicy zamknęli się w sobie. Nie odzywali się do mnie, cały dzień siedzieli w swoich kwaterach a jeżeli już wychodzili to tylko na krótki trening szermierki. Trudno uwierzyć, że nowi rekruci aż tak zgnuśnieli po pierwszym sukcesie. Stroud i jego podwładni ruszyli do Nevarry a kilku innych postanowiło wrócić do Denerim i tam kontynuować szkolenie wojskowe. Zostałem sam z tą bandą leniwych osłów. W końcu wyjechałem.
- Sam nie jesteś od nich lepszy. Powinieneś wziąć sprawy w swoje ręce i przejąć nad nimi dowództwo a nie uciekać magiku.
- Może zmienimy temat? Jak ci się podoba widok?
- Ładny, ale z bliska. Z daleka widać tylko ruinę i stertę głazów. Wytłumaczysz mi to jakoś?
- To magiczne zabezpieczenia. Chronią przed bandytami i wędrowcami. Ani jedni, ani drudzy nie przejmowali by się stertą głazów.
- No proszę - Aedan się zaśmiał - nie potraficie poradzić sobie nawet z bandytami?
- Nie chodzi o to. Od miesiąca w Weisshaupt panuje wrzenie jak w kotle. Wszyscy dowódcy, żołnierze i doradcy są zajęci planowaniami choć według mnie to tylko bezsensowne spory. Magowie kłócą się ze wszystkimi przez co wzrasta napięcie.
- A co się takiego dzieje, że wszyscy szarzy strażnicy tracą głowy?
- Ja...Chyba nie mogę ci powiedzieć. To tajemnica wagi...światowej.
- Światowej? Och daj spokój Anders! Przyjechałem tu na twoją prośbę, ponieważ jesteś moim przyjacielem, ale nie zamierzam tu siedzieć nie wiedząc co się dzieje dookoła. Nie mogę się również doczekać aż wszyscy
zaczną traktować mnie jak dziecko przed którym ukrywa się prezent!
Anders stał w miejscu, wpatrzony w chodnik. Po chwili zaczął:
- Tak naprawdę Aedanie, to już jesteś w to wplątany. Po prostu kto inny musiał ci o tym powiedzieć.
- Anders... - zaczął powoli i niespokojnie Fereldeńczyk - W co mam być wplątany?
Doszli wreszcie pod wrota. Anders spojrzał na wielką mahoniową bramę okutą żelazem a następnie otworzył ją jednym ruchem czarodziejskiego kostura. Zalało ich rażące światło.
- Zaraz ci wszystko wyjaśnię.
|