Sonda

Który dodatek DLC do Dragon Age 2 jest Twoim zdaniem najlepszy?
 

Serwisy zrzeszone

Wybierz szablon

Online

Naszą witrynę przegląda teraz 5 gości

Rok 9:33 Wieku Smoka

Dodano: 19 lutego 2012 19:46 | autor: Severan

Weisshaupt
Wieczór



Na głównej sali obrad szarej straży chyba jeszcze nigdy nie panował taki gwar i krzyk. Atmosfera wciąż się napinała przez narastające wrzaski i walenia w wielki dębowy stół. Pomieszczenie było naprawdę ogromne i przypominało trochę wieżę maginów. Sama wieża miała około stu metrów szerokości i pięciuset wysokości. Z zewnątrz przypominała tylko wielkie kamienne blokowisko, lecz wnętrze prezentowało się dużo lepiej. Wysokie dziesięciometrowe okna ciągnące się aż pod sklepienie, wyrzeźbione tarasy w przerwach między nimi i wszechobecne bogate zdobienia oraz obrazy batalistyczne. Z wewnętrznych tarasów można było mieć dobry widok na wielki dębowy stół pośrodku pomieszczenia. Przy nim zasiadali najwyżsi w hierarchii czarodzieje oraz najważniejsi dowódcy i doradcy. Omawiano tam głównie możliwe sojusze oraz plany strategiczne.
Najdłuższe obrady miały miejsca w czasie plag. Teraz rozmowa dotyczyła planów co do nowego pozyskiwania rekrutów. Głównym mówcą był pułkownik Fellmir. Starał się on uciszać pokłóconych ze sobą szarych strażników. - Panowie! Zachowajmy spokój i trzeźwość myśli. Nie do końca rozumiem przyczynę naszych zmartwień. Ktoś może mi powtórzyć jeszcze raz o co chodzi? Tylko proszę niech mówi jakaś normalna, nieuzdolniona magicznie osoba bo mam już dość na dzisiaj naukowego żargonu.
Wstała osoba jak najbardziej uzdolniona magicznie mimo prośby starszego rangą. Zaczęła spokojnie:
- Jeśli mogę zacząć…
- Siadaj Anders. Pytałem o osobę NIEUZDOLNIONĄ magicznie. – powiedział wolno i dokładnie, z akcentem na słowo "nieuzdolnioną". Tym razem do rozmowy przystąpił podpułkownik Angmar, najbardziej kłótliwy z obradujących.
- Sprawa jest jasna Fellmirze. Do walki, która nas czeka, potrzebujemy więcej ludzi, co najmniej 600 dobrze wyszkolonych wojowników. Niestety nie dość, że brakuje kandydatów to jeszcze pieniędzy na ich solidny trening. Rok temu wysłałem osiem grup rekrutacyjnych aby zwerbowali jak najwięcej ludzi zdolnych do walki. Znów przykra wiadomość, sześć z nich wróciło z niczym, od siódmej dostałem niedawno list, że niedługo wracają z pustymi rękami, a co do ósmej już się nie łudzę.
- Osiem grup? – zdziwił się pułkownik- I żadna nie odnalazła nikogo? Ani jednej osoby?
- Zapewne jest to spowodowane wszechobecnym kryzysem. – odezwał się jeden z uczonych szarej straży, Ganten. – Po zakończeniu wojny w Fereldenie, trwa odbudowa wszystkiego co zniszczył Urthemiel. Inne kraje to dostrzegły i teraz same zaczęły modernizować swe wojska w obawie przed atakiem mrocznych pomiotów. Ich władcy niechętnie dzielą się żołnierzami. Na dodatek liczne kompanie najemnicze też są zatrudniane przez wielu władców. Każda osoba, która jest w stanie unieść miecz jest teraz na wagę złota. Moglibyśmy użyć prawa werbunku na królewskich dworach, ale nie chcemy sobie narobić wrogów. Taki jest teraz stan rzeczy. Jedyne czego jest teraz dużo to bezdomnych.
- Jest ich mnóstwo… - powiedział Angmar ze smutkiem – W Wolnych Marchiach aż się od nich roi, a gdyby tak wszyscy uciekinierzy, bezdomni, renegaci i wyrzutkowie byli dobrze obeznani z bronią, to z ich armią moglibyśmy powoli przejmować Thedas.
- Zrobiłbyś to? – spytał go siedzący tuż obok Aedan Cousland. Miał na twarzy drwiący uśmiech.
- Dlatego powinniście wreszcie wprowadzić mój plan! – krzyknął Anders do wszystkich – Szara straż ma ogromne przywileje i szacunek w większości państw. Mamy możliwość wykorzystania wielkiej siły a wy tu siedzicie z założonymi rękoma!
- O czym ty mówisz magiku? – spytał zażenowany Angram.
- Każdy wie, że szara straż ma prawo zwerbować kogo zechce, króla, żebraka i tak dalej. Brakuje wam ilu? 600 rekrutów? Zapomnieliście, że oprócz władyków i wojów są jeszcze czarodzieje.
Podpułkownik starał się unikać tematu werbowania magów. Wiązało się z nimi wiele problemów.
- A co nam po garstce czarodziejów? Templariusze pozwalają brać jednego, czasami dwóch, ale to nieważne bo i tak w każdej wieży w Thedas znajduje się ich maksimum 50.
- Dlatego powinniśmy wprowadzić proceder, który pozwoli nam zwerbować wszystkich. Na całym świecie jest kilka kręgów, to znaczy, że proceder zapełni nasze szeregi o około 500 czarodziejów. Z taką armią…
- To znaczy, że chcesz opróżnić kręgi w Thedas? – spytał się Aedan – Pomocne, ale niemożliwe, zrealizowanie takiego procederu graniczy z cudem. Werbowanie szlachty to jedno, zadzieranie z Zakonem, samym tym pomysłem, to zupełnie co innego.
- Kiedyś już użyto tego przywileju. Jeżeli twardo się powołamy na prawo werbunku dotyczące wszystkich magów to zakon nie będzie miał prawa nam odmówić. Szara straż ma chyba większą władzę.
- A po wszystkim? – rzucił drwiąco Angram – zatrzymamy ich? Kręgi będą puste przez najbliższe lata?
- Oczywiście, że nie – czarodziej skłamał – wrócą do kręgu. Damy im możliwość zasmakowania wolności w zamian za pomoc w… – nie skończył bo przerwał mu hucznie podpułkownik. - Fellmirze! Dziwię się, że jeszcze nie kazałeś przerwać rozmowy temu głupcowi! Gdybym był na twoim miejscu to za stawianie takich propozycji już kazałbym sadzać głowę na…
- Ale nie jesteś – przerwał rozmowę pułkownik – na moim miejscu. Co ty sobie wyobrażasz Angramie? Ścinałbyś swoich braci i siostry za spieranie się z tobą? To nie Anitvia albo Orlais. – odetchnął głośno. W jego głosie słychać było zmęczenie. – Nie odzywałem się bo myślałem nad całą sytuacją. Podsumujmy wszystko: Nie mamy jak werbować ludzi ponieważ królestwa są w napięciu i kryzysie. Nie możemy użyć prawa werbunku, ponieważ wywołało bo to liczne kłótnie z innymi…
- Delikatnie mówiąc – szepnął do siebie Aedan.
- … Krasnoludzkie miasto Orzammar jest zamknięte z niewiadomych powodów, Elfy zaszyły się w miejscach do których nie mamy dostępu. Zostają czarodzieje i wasz dziwny proceder, który oczywiście jest nie możliwy do wprowadzenia w życie. Szara straż nie ma takiej władzy jak Zakon Andersie. Niestety. Twój plan jest do odrzucenia.
- Fellmirze – ton Andersa przybierał rozpaczliwy i desperacki ton – daj mi szansę. Zbiorę dla was armię, tylko pozwól mi chociaż spróbować, daj mi upoważnienie do werbowania. Bez tego czeka nas klęska, a nawet z kolejnym tysiącem wojowników nie macie większych szans.
- Sprawa zamknięta, koniec kropka. Muszę oddać tę sprawę w ręce Angmara. Tylko to jest racjonalnym wyjściem.
- Racjonalnym? Oddajesz władzę w ręce tego barbarzyńcy i ślepca? Przecież to nas donikąd nie… – Anders się zamyślił. – …jeżeli tak sądzicie to dobrze. Sam sobie poradzę i naprawię wasze błędy. Odchodzę z Szarej straży.
Część z obradujących się zaśmiała, ale większości wydała z siebie dźwięk zdziwienia.
- Z szarej straży nie można odejść czarodzieju – powiedział były orlezjański hrabia Corbuel Tournees. Teraz jeden z najlepszych tarczowników szarej straży.
- Można i zrobię to. Sam uwolnię tych magów i nie obchodzi mnie ile wyślecie za mną pogoni.
Aedan Cousland wstał i spytał się o coś co już raczej od dawna było jasne:
- Nie chciałeś uwolnić magów dla szarej straży, prawda?
- Przedtem chciałem, ale teraz nie muszę wam nic tłumaczyć.
- Tłumaczyć to się będziesz za chwilę z głową na katowskim pieńku. Olkir, Einar, zwiążcie go.
- Co ty wyczyniasz Angram? – Fellmir się wściekł – Chcesz go uwięzić?!
- Nie słyszałeś go? Nasz Anders chce wywołać wojnę z Zakonem! Pomyśl co się stanie gdy go złapią i powiążą z nami!
- Czy to prawda? – krzyknął do Andersa, który już zszedł z trybunów i bardzo powoli cofał się do wyjścia – Odpowiedz, ale już! Działanie na szkodę szarej straży to zbrodnia!
On tylko wyprostował się i spojrzał na wyjście za sobą. W całym pomieszczeniu były dwa wyjścia. Jedno z nich znajdowało się za Fellmirem i resztą. Po chwili napiął się i wybuchnął niebieskim światłem wprowadzając wszystkich w dezorientację. Jego oczy zmieniły się w dwie magiczne kule niebieskiego światła, a ciało przeszyły błękitne paski i szramy. Rzucił się do wyjścia oddalonego o jakieś dziesięć metrów.
- BRAĆ GO! – zaryczał Fellmir – Nie pozwólcie mu uciec!
Jeden z magów bojowych Richat wystrzelił w stronę drzwi jaskrawą błyskawicę. Anders zdążył uciec zanim przejście się zawaliło.
- Ty idioto! – wrzasnął Przełożony Richata, stary, doświadczony przez życie czarodziej Hector – Pomyliłeś zaklęcie elektrycznego chwytu z błyskawicą!
Wszyscy wybiegli drzwiami znajdującym się po drugiej stronie wieży. W całej twierdzy zaczęło być gorąco. Jedni ścigali się z Andersem, a drudzy wciąż go szukali z mieczami w rękach. Aedan pobiegł z nimi, lecz nie chciał go zabić ani schwytać. Posiadał wrodzony instynkt łowcy (godny prawdziwego łotrzyka), który szybko doprowadził go do Andersa. Wybiegł za nim na wielkie rusztowanie z widokiem na dziedziniec Weisshaupt.
- Zostaw mnie Aedan! Nie chcę cię zabić!
- A ja nie chcę zabić ciebie!
Anders dobiegł do drzwi znajdujących się na balkonie tuż przy rusztowaniu. Wywarzył je potężnym zaklęciem i wbiegł do środka. Aedan uczynił to samo. W środku zastali wielką magiczną kulę rażącą fioletowym blaskiem.
Ich pościg na chwilę ustał.
- Co to jest u diabła? – spytał się Bohater Fereldenu
- Wynalazek Hectora. Genialny. Blokuje magię krwi, kontrolę nad myślami, teleportację i tak dalej. Ma to powstrzymać nowych czarodziejów przed…powiedzmy "złymi zamiarami". Mógłbym mówić o tym przez cały dzień, ale czas nagli.
- Andersie co zamierzasz?
- Nie mogę ci powiedzieć. Jesteśmy przyjaciółmi, ale nikomu nie mogę zdradzić co planuję.
- Czy Angmar miał rację? Chcesz zniszczyć Zakon?
- Na pewno nie zniszczyć. - na chwilkę się zamyślił. - Zmusić do ustępliwości, do zastanowienia się nad losem magicznej młodzieży, która jest uciskana w ich pozłacanych klatkach.
- Wiesz, że ci się nie uda? Jeśli zrobisz choćby krok w tej sprawie to wywiad Zakonu cię znajdzie i tygodniami będzie torturował pytając o nazwiska innych, nawet jeśli jesteś sam.
- Chodzi ci o poszukiwaczy? To nic, wiem jak odciągnąć ich uwagę. - Anders natychmiastowo zmienił temat. - Czas się rozstać Aedanie. Jesteś najlepszym przyjacielem jakiego można sobie wyobrazić. Jeśli chcesz wiedzieć to wyruszam do Wolnych Marchii, a swój plan zacznę w Mieście Łańcuchów. Za chwilę wymażę ci to z pamięci, ale nie do końca. Jeśli będziesz chciał mnie znaleźć to szukaj w swej podświadomości.
Anders wziął oburącz kostur i wycelował w magiczną kulę.
- Kręgi w Thedas to jawna niesprawiedliwość, zapamiętaj te słowa. Po chwili kula eksplodowała, a huk prawie rozłupywał bębenki. Kiedy Aedan obudził się w Lazarecie, pamiętał z całego zdarzenia tylko zdanie: "Kręgi w Thedas to jawna niesprawiedliwość".
Był z nim jeszcze inny szary strażnik. Podszedł do łóżka Fereldeńczyka i zagadał:
- W porządku? Jak się czujesz? Jeden z medyków mówił, że krew ci się lała z uszu strumieniami.
- Mów ciszej Stroud...Czuję się tak jakby mi wbili drewniany pal do uszu. Jestem teraz cholernie wrażliwy na dźwięk. A co ty tu robisz?
- Właśnie wróciłem z Nevarry. – Stroud mówił zachowując ciszę –Teren jest tam czysty, świeży i wolny od mrocznego pomiotu. Niestety nie dowiedziałem się dokładnie co się stało wczoraj w nocy bo teraz panuje tu urwanie głowy. Streścisz mi to?
- Nie mogę sobie nic przypomnieć.
- Trudno. - Stroud wstał i uśmiechnął się do leżącego. - Pozwolę ci już spać. Zanim się obudzisz pewnie będę już w drodze do Kirkwall. Mam tam do spełnienia jakąś ważną misję.
- Jaką?
- Jeszcze nie wiem. Podpułkownik Oratho niedługo wyjaśni mi szczegóły. Oprócz mnie jest jeszcze kilka podobnych grup. Podobno chodzi o rozeznanie i zbieranie informacji, mam tylko nadzieję, że nie chcą zrobić ze mnie szpiega. - dodał ze śmiechem.
Już chciał udać się do wyjścia, kiedy Fereldeńczyk go powstrzymał krzyknięciem:
- Stroud?
- O co znowu chodzi?
- Czy…czy w tym Kirkwall są jakieś kręgi?
- Oczywiście. Tak zwana Katownia to jedno z najpotężniejszych, najważniejszych i najpilniej strzeżonych kręgów na świecie. Dlaczego się pytasz?
- Nie mam pojęcia.
Po tych słowach Aedan Cousland zasnął i tak zaczęły się jego tajemnicze koszmary w których miał szukać rozwiązania zagadki. Był to również początek najgroźniejszej przygody z jaką kiedykolwiek miał się spotkać.

 

Dodaj komentarz

Kod antysapmowy
Odśwież