Sonda

Który dodatek DLC do Dragon Age 2 jest Twoim zdaniem najlepszy?
 

Serwisy zrzeszone

Wybierz szablon

Online

Naszą witrynę przegląda teraz 9 gości

Żegnaj Kalenhad

Dodano: 05 marca 2011 12:16 | autor: iami

Obudził mnie Jowan. Dyszałem ciężko, a jego postać rozmywała się przed oczami.
-Dobrze się czujesz?- zapytał z troską- Irving chce cię zobaczyć.

Irving? Jaki… Ach! Pierwszy Zaklinacz! To znaczy… że jest już po…
-Długo tak leżę? – miałem wrażenie, że od chwili opuszczenia Pustki minęło kilka dni, jak nie bity tydzień!
-Cóż prze leżakowałeś calutki dzień… trochę bałem się, że się nie obudzisz- podrapał się po brodzie- A wiesz, Cullen łazi wszędzie i gada jak najęty o tej całej twojej Katordze… Mówi, że to była najczystsza i najszybsza Katorga, jaką miał okazję oglądać. Gregor twierdzi podobnie…- Wyczułem w jego głosie pewien zarzut, jak nie rozgoryczenie.- Powiedz, jak to jest?- ponowił z przejęciem.
-Nie powinienem o niej rozmawiać- przypomniałem sobie, że nikt niepowołany nie ma prawa wiedzieć, na czym ona polega. Spojrzałem na Jowana. Wyglądał jak mały piesek proszący o kość- Wysyłają cię do Pustki… i tam walczysz z demonem… którego de facto wpierw w ciebie wsadzają- skapitulowałem i powiedziałem, ważąc każde słowo- Niedługo też cię wezwą, zobaczysz- zapewniłem.
-Wątpię- zmroziło mnie. Przecież każdy uczeń przez to przechodzi- Väinamöinen…- rozejrzał się gorączkowo po pokoju, a że nikogo nie dostrzegł, kontynuował- Pomóż mi, błagam- szepnął rozpaczliwie- U Irvinga …w gabinecie…- bezradnie składał słowa w zdanie- Oni… On… podpisał dokument zezwalający na przeprowadzenie na mnie rytuału Wyciszenia!- zatkało mnie. „Czemu?” przemknęło mi przez głowę.- Templariusze podejrzewają, że jestem… magiem krwi! Chcą pozbawić mnie wszystkiego! Uczuć, emocji… wszystkiego- załamał ręce.

Kto jak kto, ale w życiu nie podejrzewałbym Jowana o zabawę magią krwi… To przecież… -…śmieszne- wydukałem na głos- Wybacz, ale … to niemożliwe.
-Tak, wiem… Nie mniej, nie chcę teraz o tym rozmawiać, dobra? Idź do Irvinga- obejrzał się na parę uczennic, które wparowały do pokoju i spojrzały na mnie wytrzeszczonymi oczami- Od teraz nie będziesz tu sypiać. Przeniesiesz się do wyższych pokoi. A tak w ogóle, nie każ czekać Irviemu… Spotkamy się później- puścił do mnie oczko i rozłożył szeroko ręce w stronę dziewcząt. Zbyły go niby błagalnym domagającym się politowania spojrzeniem, ale po chwili ryknęły szczerym śmiechem.

obszyciami i dość niepewnym krokiem ruszyłem w stronę schodów. Od tej pory miałem mieszkać wraz ze starszymi magami na piętrze. Minąłem Cullena, który ku mojemu zdziwieniu, skrzyżował ręce na piersi- w geście uznania i skłonił lekko głową. Dałbym sobie głowę uciąć, że słyszałem jak mówi: „Najczystsza”. Wziąłem głębszy oddech i wszedłem powoli na górę.

Hall na pierwszym piętrze był skryty w półmroku. Po prawej stronie kręcili się jacyś magowie o kamiennych twarzach. Przełknąłem głośno ślinę i zbliżyłem się do jednego z nich. Chciałem zapytać, którędy do gabinetu Irvinga, ale uprzedził mnie i odezwał się beznamiętnie:
-Witaj. Znajdujesz się właśnie w magazynie Kręgu Maginów. Potrzebujesz czegoś?
-Eee… Witaj, nazywam się Väinamöinen. Właściwie, kim jesteś?- zapytałem najuprzejmiejszym tonem na jaki było mnie stać.
-Zwą mnie Owain. Jestem zarządcą magazynu.
-Ehem.. Czy mogę wiedzieć dlaczego tak dziwnie mówisz?- przekrzywiłem lekko głowę i wpatrzyłem się w jego twarz. Czekałem na jakikolwiek grymas złości, czy też zniecierpliwienia- w końcu zabierałem mu cenny czas. Jednakże nie doczekałem się niczego, prócz spokojnej odpowiedzi: -Poddałem się Rytuałowi Wyciszenia. Nie odczuwam żadnych zbędnych emocji, możliwe że dlatego nieco inaczej odbierasz moje słowa- poinformował- Zapewne masz tutaj ważniejsze sprawy na głowie…
-Właściwie… tak. Którędy do gabinetu Irvinga?- oprzytomniałem. „Owain. Jowan o nim kiedyś mówił. Wyciszenie to jednak gorsza sprawa niż Katorga…” przebiegło mi przez myśl. -Nie wiesz. Ach. Ty musisz być świeżo upieczonym magiem. Gratuluję- wyciągnął rękę- Idź tam. Przejdź przez bibliotekę, dalej miniesz salę starszej zaklinaczki i kaplicę. Gabinet Irvinga jest tuż za nią.
-Cóż, dziękuję- wzruszyłem ramionami i pobiegłem we wskazanym kierunku. Za sobą usłyszałem tylko spokojny głos Owaina: ‘Po wieży się nie biega’.

Niczym burza wparowałem do biblioteki starszych magów. Przy półkach z książkami kręciło się mnóstwo osób. Wszyscy niezwykle skupieni, leniwie przerzucali kartki ksiąg. Nagle pośród nich dostrzegłem łysą głowę starszego zaklinacza Sweeney’a. Twarz miał przeoraną licznymi zmarszczkami- nic w tym dziwnego, w tym roku kończył osiemdziesiątkę. Uśmiechnąłem się szeroko. Zajęcia z nim były dla każdego ucznia przyjemnością. Pamiętam jak kilka lat temu razem ze mną i Jowanem wyczarował maleńkie chochliki, które narobiły ogromnego bałaganu w kwaterach templariuszy. Gregor był tak wściekły, że omal nie zamknął nas w karcerze. Na szczęście Irving go udobruchał, a nam kazał tylko posprzątać sypialnie rycerzy. To był jeden jedyny raz, kiedy magom pozwolono wejść do tych komnat. Zwykle są szczelnie zamknięte pod kluczem… Ach! Jakież to było piękne! Gdzieś muszę mieć ten mały sztylet z rubinem, który gwizdnąłem Gregorowi… Przyłożyłem palec do ust i w tym momencie dostrzegłem opartego o ścianę Varathorna. Był to elf niższy ode mnie prawie o głowę, który przechodził Katorgę w zeszłym roku. Czarne włosy splatał naprzodzie w dwa warkoczyki. Twarz dalej ozdabiały dalijskie tatuaże- symbol wyzwolonych elfów. Na mój widok wyszczerzył zęby w uśmiechu i podszedł raźnym krokiem.
- Väinamöinen! Dobry Stwórco, ty tutaj! Wreszcie! Już dawno marudziłem Irvingowi, że powinien dopuścić cię do Katorgi!- uściskał mnie, a potem zmierzył wzrokiem- Aleś ty wysoki. -Taa… Mam to po ojcu- odparłem szczerze rozbawiony.- Nie nudzisz się tutaj?
-Powiem ci, że najchętniej wróciłbym na dół, do pokoi uczniów. Tam jest o wiele ciekawiej… i jest więcej dziewcząt do drażnienia- mrugnął porozumiewawczo i obaj parsknęliśmy śmiechem.- Idziesz do Pierwszego Zaklinacza? Wiesz, że jest tutaj Szary Strażnik?- dodał z ogromnym entuzjazmem.- Ponoć werbuje magów dla króla.
-Podobno. Idź już, idź. Torrin łypie na nas spode łba… Nie powinienem cię zatrzymywać. Później pogadamy.

„Później, później… Czemu zawsze później!?”, westchnąłem i przeszedłem do dalszych części. Nie zaglądałem do mijanych sal, chociaż niezmiernie mnie to korciło. Kilku starszych magów debatowało o jakichś czarach w swoich pokojach, a w niektórych debaty przeradzały się w zażarte kłótnie. Pokręciłem głową. „Ciężko tu będzie wytrzymać…”. W końcu usłyszałem Irvinga… był rozdrażniony.
-WASZYCH? Od kiedy czujesz takie pokrewieństwo z magami Gregor? Czy może boisz się wypuścić ich spod nadzoru Zakonu tam, gdzie będą mogli korzystać z mocy otrzymanej od Stwórcy?- warknął.
-Pierwszy Zaklinaczu- zaczął opanowany, nieznany mi głos.- Chyba masz gościa.

Wyczuł mnie? Przecież stałem za ścianą i nawet się nie wychylałem!? Nabrałem powietrza w płuca.
-Wzywałeś mnie?- powiedziałem nieznacznie drżącym głosem, wyłaniając się zza zakrętu i wchodząc do gabinetu.
-Aaa! Väinamöinen! Duncanie, pozwól, że ci przedstawię mojego najzdolniejszego ucznia. Chłopcze, to Duncan z Szarej Straży- kiwnąłem głową w stronę mocno opalonego mężczyzny w zdobnej zbroi. Prawie czarne włosy upiął w kucyk, brodę miał misternie przystrzyżoną. Rozglądał się dookoła mądrymi oczami.
-Witam- odrzekł- Irving dużo o tobie mówił.
-Cóż, przepraszam Gregorze, wrócimy do tej rozmowy później- zakończył ostro Pierwszy Zaklinacz i wskazał mu drzwi. Komtur żachnął się pod nosem i wymaszerował.- Gratuluję ci pomyślnej Katorgi! Niniejszym mianuję cię oficjalnym magiem Kręgu!- dodał podniośle.
-Dziękuję, mistrzu- skłoniłem się i momentalnie przeniosłem wzrok na Szarego. Stał z założonymi na plecy rękoma i chyba mnie oceniał. Taksował z góry na dół i z powrotem. W końcu zabrał głos. -Pamiętasz, Irvingu jak ci mówiłem, że oprócz magów dla króla, szukam też nowych rekrutów?
-E. Tak, pamiętam. Jednakże jeśli myślisz o Väinamöinen, to muszę cię rozczarować. On jest potrzebny tutaj, w wieży. Mam co do niego plany na przyszłość. Sądzę, że Wynne i Uldred wystarczą w Ostagarze.
-Ostagarze?- wypaliłem, zanim zdążyłem ugryźć się w język.
-Nie inaczej. Zbierają się tam wojska króla- zawahał się Duncan.
-Cóż, wysłano już twoje filakterium do Denerim- kontynuował wcześniejszy wywód- Mam nadzieję, że szybko odnajdziesz się w nowym środowisku- dopowiedział mag patrząc na mnie z ojczyną troską.
-Przecież wiesz, że zawsze szybko się aklimatyzuję- odparłem z udawanym entuzjazmem. Irving chyba tego nie wyczuł, ale Szary westchnął głęboko i skrzyżował ręce z przodu.
-Przepraszam, ale cóż to takiego „FILAKTERIUM”?- zapytał bez ogródek.
-Każdemu magowi pobiera się parę kropel krwi i umieszcza w specjalnym naczyniu, aby templariusze w razie jego ucieczki z Kręgu mogli go szybko znaleźć i sprowadzić z powrotem.
-Albo …zabić?- dodał po chwili namysłu Duncan. Irving puścił to mimo uszu. Obrócił się w moją stronę.
-Väinamöinen, możesz teraz odpocząć lub poczytać coś w bibliotece. Miałbym tylko jedną prośbę- możesz odprowadzić naszego gościa do jego pokoju?- wytrzeszczyłem na niego oczy. Przecież ja ledwo pojawiłem się na pierwszym piętrze! Jak mam znaleźć pokój Szarego!?
-Tttaaakkk, ooczyywiście- wydukałem, blednąc znacząco na twarzy.
-Dziękuję- mag skierował się do pokaźnej biblioteczki pozostawiając mnie sam na sam z GOSCIEM.

Wyszedłem na korytarz i rozejrzałem się rozpaczliwie. W życiu bym nie pomyślał, że się tak skompromituję. Postawiłem jeden krok w prawo i wtedy poczułem ciężką, silną dłoń zaciskającą się na moim ramieniu.
-Chyba w tę stronę- szepnął Duncan wskazując kierunek, z którego przyszedłem.
-Ach, tak. Jasne- wyprostowałem się i ostrożnym krokiem poszedłem w lewo, usiłując przypomnieć sobie układ sal na piętrze. Czułem się jak na szczudłach. Minęliśmy kaplicę, komnatę zarządzaną przez Leorah i pierwsze pokoje magów. Któryś z kolei pokój był puściuteńki. Chciałem go również pominąć, ale Szary mnie ponownie zatrzymał.
-To tutaj, dziękuję za odprowadzenie.
-Pppan chyba żartuje- wycedziłem- Przecież się pogubiłem.
-Potrafisz się przyznać do pomyłek. To dobrze. Chcesz porozmawiać?- zachęcił mnie do wejścia do pokoju.
-Yhym- zawahałem się, ale w końcu nie zawsze ma się okazję do rozmów z Szarym Strażnikiem.- O czym rozmawiali Gregor i Irving?- znowu wystrzeliłem z pytaniem zanim pomyślałem.
-Nie jestem pewien, czy wolno mi o tym mówić- zaczął dość ostrym tonem. Przygryzłem dolną wargę, ale uparcie utkwiłem w nim spojrzenie. -Ehhh… No dobrze. Wiedz, że na południu zbiera się armia. Gregor jest po prostu przeciwny wysyłaniu magów do walki.
-Przecież jesteśmy świadomi swojej mocy- zacząłem, ale nie dał mi skończyć.
-Świadomi? Czyżby? A słyszałeś może o plugawcach?- oznajmił ze śmiertelną powagą.- O tym, jak niebezpieczne są te stworzenia?
-Słyszałem, ale nie każdy mag się nim staje. Większość panuje nad swoimi zdolnościami w sposób, który wzbudza w innych szacunek…
-…lub też strach. Powiedz, co wiesz o mrocznych pomiotach?- zmienił temat. Nienawidzę, kiedy ktoś tak robi. Doprowadza mnie to do szału.
-Wiem, że żyją w Głębokich Ścieżkach, ale to problem krasnoludów…
-Krasnoludów, powiadasz? A kiedy one pojawiają się hordami na powierzchni, to czyj problem?- zgasiło mnie. Był wytrawnym wojownikiem nie tylko na miecze, ale też i na słowa.
-Ja…
-Musisz już iść? Rozumiem. Jeśli będziesz chcieć zamienić ze mną jeszcze parę słów, zapraszam.

Wychodząc z jego pokoju, delikatnie zamknąłem drzwi, żeby nie narobić hałasu. Duncan to niezwykła osoba. Nic dziwnego, że Irving zaprosił go w gości, pomimo że przyszedł tu tylko szukać magów dla króla. Odwróciłem się na pięcie i zderzyłem z…
-Jowan!? Co ty tu robisz?- omal nie krzyknąłem.
-Ciiii. Chodź ze mną, proszę- pociągnął mnie za rękaw.- Fajne wdzianko, pochwalił. Masz tempo, zaliczyć pogawędkę z Irvingiem, tym Szarym i w między czasie przebrać się w złotą togę…
-Jowan, co ty…- przytknął mi palec do ust.
-Zaraz ci wytłumaczę. Tu. W kaplicy- wepchnął mnie do środka. Przy bocznych ścianach znajdowały się klęczniki z modlitewnikami, a w centrum stał imponujący posąg Andrasty, oblubienicy Stwórcy. Przed nim ustawiono kilkanaście ławek.- Tam. Väinamöinen, to jest Lily- powiedział wskazując na siostrę zakonną- Moja dziewczyna.

Zamurowało mnie i miałem wrażenie, że szczęka wbije się zaraz w posadzkę. Siostra zakonna!? Że co!?
-Ta gruba krowa to twoja dziewczyna?- palnąłem.
-HEJ! Ona tu stoi! Przepraszam cię, Lily. On czasem tak ma…- podjął się próby wytłumaczenia mojego idiotycznego zachowania.- Posłuchaj, wiem że nie powinienem cię tym zadręczać, ale… jesteśmy przyjaciółmi…
-Jowan opowiadał mi o tobie- dziewczyna w habicie zbliżyła się do mnie i oparła rękę na moim ramieniu.- Potrzebujemy twojej pomocy. Pilnie.
-Jak już ci wcześniej mówiłem, oni chcą mnie Wyciszyć. Straciłbym wszystko! Nie tylko emocje, uczucia, ale także moją Lily!
-Przetrzymują jego filakterium w piwnicach, w repozytorium….
-Czekaj, czekaj… Chcecie, żebym pomógł wam je wykraść?- uniosłem dłonie w taki sposób jakbym chciał się od nich odgrodzić- Jak?
-Znam hasło templariuszy, ale drzwi oprócz niego chronione są przez barierę magiczną. Można ją zniszczyć przy pomocy różdżki ognia- wyjaśniła Lily, przestępując z nogi na nogę.
-Dobrze. Pójdę do magazynu i ją przyniosę- zadecydowałem.
-Wspaniale. Jeden mag nie wzbudzi podejrzeń, takich jak mag w towarzystwie ucznia i nowicjuszki.

Spojrzałem przez ramię na wnętrze kaplicy. Stwórco, w co ja się ładuję! Skierowałem się prosto do magazynu Owaina. Właśnie pokazywał coś swoim podwładnym.
-Przepraszam, Owain- szturchnąłem go, zwracając jego uwagę na mnie- Czy mógłbym tu dostać…eee… różdżkę ognia?
-A do czego ci ona? Różdżka może służyć do wielu celów. Jakbyś mógł to sprecyzować- czułem się jak na przesłuchaniu u Gregora…, ale musiałem przecież coś wymyślić!
-Potrzebuję jej do badań nad… płonącymi przedmiotami- powiedziałem szybko niewiele zastanawiając się jak wiarygodnie to zabrzmiało. Odwrócił się i zniknął na ułamek sekundy.
-Hmm… Oto formularz „zapotrzebowanie na różdżkę ognia”. Niech ci go podpisze starszy zaklinacz… A! I żeby o dacie nie zapomniał- podał mi zwitek papieru.
-Niedługo wrócę- zapewniłem, modląc się żeby licho przyniosło mi jakiegoś starszego zaklinacza. Na szczęście w bibliotece wciąż kręcił się Sweeney. Jeździł opuszką palca wskazującego po grzbietach książek. Popukałem go w ramię.
-Och, witaj… My się chyba nie znamy- powiedział podejrzliwie.
-Możesz pamiętać mnie jako ucznia. Co tutaj robisz? Nie powinieneś odpoczywać?- zagadnąłem po przyjacielsku. Najwidoczniej stary piernik nie pamiętał już naszych wspólnych wybryków.
-Lubię bibliotekę. Te księgi są dla mnie niczym starzy przyjaciele. No i panuje tu cisza. Gdy będziesz w moim wieku, nauczysz się cenić ciszę. Tak czy owak… trzeba ci czego?
-Ktoś musi mi podpisać ten formularz- pokazałem mu kartkę.
-Co to takiego? Zamówienie na sprzęt z magazynu? „Różdżka ognia”. Pamiętam jak młodsi magowie, którym mentorowałem, prosili o takie różdżki. Okazało się, że wypalają sobie dziury w gaciach, a jeden wypalił otwór w ścianie, żeby podglądać dziewczęta w żeńskiej bursie. Ale tobie nie chodzą po głowie takie bzdury, co? Nie, oczywiście, że nie. Wystarczy na ciebie popatrzeć. Jak aniołek…- nie chciałem nawet komentować tego ostatniego. Daleko było mi do aniołów, tym bardziej że teraz kombinowałem jak ukraść filakterium Jowana.- Ech.. w wieży jest ostatnio tak strasznie nudno… Słuchaj, podpiszę się na tym formularzu… z miłą chęcią… a jeśli będziesz miał okazję, wypal wielką dziurę na tyłku tego templariusza, co patroluje bibliotekę. Zrób to dla starszego Sweeneya. Bydlak zawsze na mnie krzywo patrzy- pogrzebał po kieszeniach i wreszcie wyciągnął pióro kulkowe. Przyłożył dokument do ściany i złożył zamaszysty podpis. Następnie oddał mi go, a ja pognałem z powrotem do Owaina. Kiedy włożyłem różdżkę w rękaw poczułem dziwną ulgę. Teraz należało tylko wrócić do Jowana. Jednakże na moje nieszczęście, znowu władowałem się na Szarego. Zderzyliśmy się kiedy od odsuwał się od regałów w bibliotece.
-Witaj ponownie, młody przyjacielu. Nie spodziewałem się tu ciebie- „Jasne, bo co innego może robić mag, któremu oprócz mruczenia mało inwazyjnych zaklęć pod nosem pozwala się na wieczne czytanie woluminów”.
-Witaj. Dobrze móc cię znów zobaczyć- oświadczyłem przez zęby.
-I nawzajem. Zachwycam się tą biblioteką. Krąg Maginów ma ogromne szczęście, że dysponuje tyloma wspaniałymi egzemplarzami- pokiwał głową z aprobatą.
-Cóż, widzę że interesują cię księgi.
-Nie inaczej. Czasem dobrze zajrzeć do jakiegoś dzieła- rzekł niczym sam wytrawny koneser literatury pięknej.- Ale wyglądasz na zajętego. Mogę wiedzieć co tu więc robisz?
-Rozglądałem się, ale teraz muszę już iść- zapowiedziałem.
-Jak sobie życzysz. Do zobaczenia- podszedł do innej gabloty.

Jak tylko pojawiłem się w drzwiach kaplicy, podbiegli do mnie Lily i Jowan. Wyjrzałem ukradkiem na korytarz, sprawdzając czy czasem nie naniosło w te okolice jakiegoś templariusza. Ku mojej uldze, żaden się tu nie kręcił. Cicho przemknęliśmy obok pokoi magów i zbiegliśmy po schodach na parter, a następnie do piwnic. Przed nami wznosiły się masywne mosiężne wrota. Siostra przejechała po nich palcami. Usłyszałem dziwne drżenie i metaliczny podźwięk. Wymieniliśmy z Jowanem spojrzenia.
-To wejście nazywa się Drzwiami Ofiar. Mają przypominać o zagrożeniu, jakie stwarzają osoby ze skazą magii- „Ładnie powiedziane, skaza”, pomyślałem.
-Skąd o tym wiesz?- dodałem na głos.
-Nowicjusze muszą poznać historię Kręgu, jeśli mają pracować z templariuszami i magami- wyjaśniła.
-Ale jak mamy je pokonać?- jakoś nie do końca byłem przekonany, że różdżka na coś się tu zdziała.
-Drzwi mogą zostać otwarte tylko przez templariusza i maga. Świątynia podaje hasło, które uruchamia znak, a mag dotyka go swą energią, otwierając w ten sposób drzwi.
-Skoro znasz hasło, czy Jowan nie może pomóc w ich otwarciu?
-Znak reaguje tylko na dotyk kogoś, kto przeszedł Katorgę- …czyli mnie na przykład. Westchnąłem.
-Mam nadzieję, że znasz hasło- stanąłem obok niej.
-Tak, zdobyłam je od templariusza, który niedawno wspólnie z magiem wchodził do krypty.
-I nie był względem ciebie podejrzliwy?- zmarszczyłem brwi.
-Sporo wcześniej rozmawialiśmy- uniosła ręce w pojednawczym geście- Chyba ma do mnie zaufanie.
-Co zatem mam zrobić?- wzruszyłem ramionami. Nie miałem pojęcia o zabawach Zakonu w pseudo magiczne drzwiczki.
-Po pierwsze, hasło. „Miecz Stwórcy, Łzy Pustki”- na te słowa w drzwiach coś strzyknęło, jakby ktoś wsadził do zamka klucz i go przekręcił. Tyle tylko, że tutaj nie było zamka.
-Coś słyszałem….
-Hasło tylko przygotowuje drzwi. Teraz muszą poczuć dotyk mocy… Byle jakie zaklęcie, tylko szybko.

Wyciągnąłem w ich stronę prawą dłoń i złożyłem palce w gest. Mało ingerujące w rzeczywistość zaklęcie, takie żeby nie wyczuli go templariusze w wieży, albo takie, którego mogliby się spodziewać…, na przykład ‘regeneracji’. Przecież któryś ze starszych magów mógł źle się poczuć, prawda? Skupiłem myśli. Otoczyła mnie żółtawa mgiełka, a wrota z łoskotem otwarły się na oścież. Naprzeciwko widniały kolejne, tym razem całe pokryte dziwnymi znakami.
-Rozpuść te znaki- poprosił Jowan. Domyśliłem się, że chodzi mu o różdżkę ognia.
-Nie chcesz sam tego zrobić?- wyciągnąłem ją ku niemu, ale odskoczył ode mnie jak oparzony.
-Nie, nie… Lepiej ty to zrób.

Wycelowałem nią w drzwi i modliłem się do Andrasty, żeby nie trzepnąć nimi za mocno. Narobiłby zbędnego hałasu. Niestety, nic się nie wydarzyło… Znaki wciąż pozostały nienaruszone.
-Co się dzieje? Dlaczego nie działa?- rzekła poruszona Lily. Obeszła je dookoła. Kilka razy kucnęła, żeby przyjrzeć się im od dołu… i nic.
-Lily, coś tu jest nie tak… Nie… nie mogę tu rzucać zaklęć!- jęknął Jowan. Faktycznie. To miejsce emanowało magiczną próżnią.
-Te znaki w kamieniu! To musi być dzieło templariuszy. Neutralizują całą magię na tym obszarze. Mogłam się domyślić. Dlaczego Gregor i Irving mieliby używać zwykłych kluczy do takich drzwi? Bo magiczne nie działają! Jak nie dopuścić do czegoś magów? Wystarczy sprawić, żeby ich moc była bezużyteczna!- odniosłem wrażenie, że zaraz się rozpłacze. Ona naprawdę kochała Jowana i chciała się z nim stąd wydostać.

Tak po prawdzie mogłem użyć magii krwi, przełamać z je pomocą znaki i otworzyć wrota, ale to sprowadziłoby nam na głowy rycerzy Gregora. A tego wcale nie chcieliśmy…
-A tamte drzwi?- wskazałem te, znajdujące się naprzeciwko.
-Myślisz, że do repozytorium jest inne wejście?- zapytał z nową nadzieją Jowan.
-Musimy się o tym przekonać…- zarządziłem i raźnym krokiem ruszyłem przed siebie. Nacisnąłem klamkę i weszliśmy do dalszej części piwnic, pogrążonej w mroku.

Lily zdjęła ze ściany pochodnię, a Jowan podpalił ją czarem ognistego podmuchu. Szliśmy gęsiego wsłuchując się w każdy najdrobniejszy ruch.
-Nie podoba mi się tu- stwierdził mag- Jakoś tak dziwnie tutaj…- kontynuował myśl, ale powstrzymałem go uniesieniem ręki. Coś poruszyło się jakieś dwadzieścia metrów przed nami. Tym czymś okazał się okuty w zbroję wojownik, który teraz szarżował na swoje ofiary.
-Jowan w bok, Lily łap miecz, osłaniam cię!- postąpiłem krok do przodu i wyczekałem aż bojownik znajdzie się w polu rażenia czaru uderzenia umysłu. Wzniosłem rękę wysoko do góry i krzyknąłem odpowiednie słowo. Przeciwnik znieruchomiał. Lily cięła go sprawnie mieczem zakonnym, a Jowan rzucił w niego magiczny pocisk. Po serii czarów i uderzeń broni, wojownik zwalił się bez życia na posadzkę. Ostrożnie pochyliłem się nad nim i uniosłem przyłbicę. Była pusta w środku.
-Co to jest?- pisnął mag- Jakiś upiór chyba!
-Strażnik- podsunąłem- Spójrz, ma na zbroi oznaczenia Zakonu i pieczęcie Irvinga.
-Chodźmy dalej, ale bądźmy gotowi do walki- zadecydowała zakonnica. Podjęliśmy marsz. Po drodze spotkało nas jeszcze więcej walczących zbroi, a nawet dwóch widmowych magów! Ci ostatni sprawili nam najwięcej kłopotu.
-Koniec- otarła pot z czoła.- Co to za sala?

Znaleźliśmy się w dość dużym pomieszczeniu wypełnionym po brzegi posągami, księgami i bronią z runicznymi inskrypcjami. Lily obejrzała z bliska parę artefaktów, po czym cofnęła się od nich gwałtownie jakby zobaczyła wśród nich ducha.
-Dlaczego Krąg trzyma w magazynie tyle artefaktów Imperium Tevinterskiego!?- powiedziała oburzona.
-Mają wartość historyczną, Lily.. są fascynujące- Jowan oparł się o łeb rzeźby psa- Zawsze marzyłem o domowym zwierzaczku, a w wieży jest tylko ten Sierściuch Andersa.

Zachichotałem cicho i przyjrzałem się uważniej ścianie zasłoniętej regałem. Wydawało się, że cement jest tutaj źle urobiony, a kamienie niezbyt dokładnie ułożone w mur.
-Jowan, pomóż mi go przesunąć. Lily, trzymaj różdżkę- nakazałem, a następnie przesunęliśmy półkę z książkami na bok.- Źle wymurowana ściana. Użyję różdżki, żeby ją nieco… naruszyć. Albo jeszcze lepiej- przeniosłem wzrok na posąg psa. Moi towarzysze doskonale rozszyfrowali moje zamierzenia. Rzeźba wzmocniła uderzenie czaru i po chwili wątła konstrukcja legła w gruzach. Przed nami ukazało się repozytorium!
-Świetnie! Musimy szybko odnaleźć filakterium Jowana!- Lily wbiegła do środka.
-Szkoda, że moje zabrali już do Denerim- westchnąłem ciężko i wspomniałem Amarant z dzieciństwa, kiedy wraz z matką mieszkaliśmy na wolności.
-Też byś je zniszczył, gdyby tu było- Jowan spojrzał na mnie ze smutkiem. Doskonale rozumiał, że Wieża była tak naprawdę dożywotnim więzieniem.
-Oczywiście. Mógłbym uciec razem z wami…
-Możesz to zrobić. Nie sądzę, żeby zdołali cię schwytać, gdybyś wydostał się już z wieży. Potrafiłbyś mylić tropy. Jesteś sprytny, nie to co ja…- dziewczyna zatrzymała się w pół-kroku i w ostatniej chwili zręcznie uskoczyła przed ciosem potężnego miecza. Czekała nas ostatnia walka o wolność…
-Mam już dość- jęknął Jowan- Ilu jeszcze!?
-Daj spokój. To był tylko jeden- zacząłem, ale wtrynił mi się w słowo.
-Jeden, ale… najsilniejszy! Gdybyś go nie potraktował serią czarów zamrażających, a potem elektrycznych…. Kiepsko byśmy skończyli- patrzył na mnie z nieukrywanym podziwem, a ja szczerze powiedziawszy miałem już dość tych zawodów. Bez zapasowych mikstur z lyrium, mana odnawiała się w ciele bardzo, bardzo wolno. Bo mana krąży jak krew, osobnymi naczyniami, delikatniejszymi i drobniejszymi, ale dociera dosłownie wszędzie!
-Tutaj!- Lily podniosła niewielką fiolkę wypełnioną bordową cieczą. Podbiegliśmy do niej. Jowan prawie podskoczył z radości.
-Wreszcie.. Ależ ono delikatne i ciepłe- mag obrócił w palcach filakterium- Chodźmy stąd. Wolność czeka!

Wybiegliśmy z repozytorium i wróciliśmy do wyjścia z piwnic bez najmniejszego kłopotu. Wspięliśmy się po schodach i dopiero wtedy czekała nas najtrudniejsza przeprawa.
-Udało nam się! Nie mogę w to uwierzyć! Dziękuję! Nigdy byśmy…
-A więc mówiłeś prawdę Irvingu- Gregor stanął przed nami jak ośnieżona góra gotowa zrzucić na śmiałków, którzy podeszli zbyt blisko, lawinę.
-G-gregor- zająknęła się Lily.
-Niedobrze to wygląda- powiedziałem przenosząc wzrok na nadciągającego Irvinga. O ile Gregor był górą, to Irving nawałnicą, gotową w każdej chwili wybuchnąć.
-Nowicjuszka konspirująca z magiem krwi! Zawiodłem się na tobie. A ten tutaj- komtur wycelował we mnie palcem- ledwie został magiem, a już łamie przepisy Kręgu!
-Zawiodłem się na tobie. Mogłeś donieść mi o tym planie, ale tego nie zrobiłeś…- pokręcił głową Pierwszy Zaklinacz.
-Ale… Chcieliście go Wyciszyć! Przecież to jest gorsze od śmierci!- zbuntowałem się.
-W ogóle nie dbasz o magów! Spełniasz każdą zachciankę Zakonu!- wyrzucił z siebie Jowan.
-Pierwszy Zaklinacz robi co w jego mocy, by nas chronić- podjąłem pojednawczo.
-DOŚĆ!- podniósł głos Gregor.- Aresztować ich!
-Nie! Nie pozwolę wam jej tknąć!- Jowan roztrzaskał filakterium, krew rozbryzgała się wokół niego i zaczęła falować tworząc kręgi. Odrzucił nas wszystkich potężnym czarem z zakresu magii krwi. Wymienił pare zdań z Lily, po czym uciekł- tak, po prostu. Drżąc na całym ciele, podniosłem się z podłogi. Przed oczami śmigały mi czarne plamki i miałem wrażenie, że pęknie mi czaszka od uderzenia mocy. W życiu nie podejrzewałbym Jowana o taką siłę!
-Wszystko w porządku? Gdzie Gregor?- powiedział Irving chwytając moją wyciągniętą rękę.
-Wiedziałem… Magia krwi. I pokonał tyle osób… -warknął Gregor.
-Nikt się tego nie spodziewał- Irving wyglądał na szczerze poruszonego.
-Gdybyś tylko pozwolił działać mi wcześniej…- zarzucił mu komtur- Gdzie dziewczyna?
-Tu jestem, panie- Lily także nie wyglądała najlepiej.- Nie wiedziałam, że współpracuję z magiem krwi… Ja… Zgadzam się na wysłanie nawet, nawet do Aenorath.
-Zabierzcie mi ją z oczu! A co do ciebie- ściął mnie wzrokiem. Cieszę się, że nie ma w oczach gilotyny, bo moja głowa, właśnie w tej chwili, padłaby mu pod nogi.
-Zróbcie co chcecie. Uważam, że słusznie pomagałem Jowanowi- jakaś część mnie cieszyła się, że nie jestem jedynym magiem krwi wychowanym w Kręgu, jednakże stanowiło to teraz dużo większe zagrożenie… mogli mnie przecież skazać na śmierć…
-Pomogłeś magowi krwi w ucieczce!- zatrzymał się tuż przed moim nosem. Widziałem, jak drży cały ze złości.
-Komturze, jeśli można…- od strony drzwi rozległ się znany mi poważny głos. Do sali wkroczył Duncan. Uniósł brwi- Poszukuję nie tylko magów do królewskiego wojska. Werbuję też Szarych Strażników. Irving pochlebnie wyrażał się o tym magu i chciałbym, żeby wstąpił w nasze szeregi.
-Duncan, ten mag- zaczął Irving, a więc przestałem być dla niego Väinamöinen- Ten mag pomagał maleficarowi i wykazał się lekceważeniem dla zasad Kręgu.
-On stanowi zagrożenie dla nas wszystkich- podjął Gregor. Teraz to ja ściąłem go wzrokiem. „Sam jesteś zagrożeniem”, warknąłem w myślach przywołując obraz matki ubabranej krwią.
-Rzadko spotyka się osobę, która w potrzebie ryzykuje wszystkim dla przyjaciela- Duncan ponownie zaczął mnie bronić. Chciałem mu powiedzieć, że nie wygra batalii z templariuszem, który się uprze żeby powiesić maga, ale gestem nakazał mi milczenie.- Niniejszym- kontynuował, i z jakąś wredną satysfakcją spojrzał na grymas wykwitający na twarzy komtura- werbuję tego maga do Szarej Straży! -Nie! To nie ujdzie mu bezkarnie!
-Jeśli Szara Straż mnie przyjmie, chętnie odejdę- po czym dodałem do siebie „i nie będę musiał oglądać twojej paskudnej gęby!”
-Gregor, potrzebni są magowie. Na tym świecie są stworzenia gorsze od magów krwi, dobrze o tym wiesz. Biorę tego młodego maga pod moją opiekę i przyjmuję pełną odpowiedzialność za jego czyny- uspokoił go Szary.
-Mag krwi ucieka, a jego wspólnik nie tylko uchodzi kary, ale dostaje nagrodę, wstępując do Szarej Straży! Czy nasze zasady nic nie znaczą? Czy straciliśmy autorytet wobec naszych magów? To nie wróży dobrze, Irvingu- Gregor naprawdę się rozeźlił albo stracił wszelką nadzieję na pchnięcie mnie mieczem, skoro szukał poparcia u Pierwszego Zaklinacza.
-Dość tego. Nie mamy w tej kwestii nic do powiedzenia. Duncan powołał się na Prawo Werbunku- widząc, że on i tak nie ma zamiaru odpuścić, dodał- Naprawdę chcesz zadać MU śmierć? Albo, czy chcesz GO Wyciszyć?- zaakcentował słowa „mu” i „go” tak, jakby miały wpłynąć na templariusza. Szary spojrzał z zaciekawieniem na Irvinga. Zapadła niezręczna cisza. Pozostali rycerze już dawno wycofali się z „pola bitwy”, pozostawiając w sali mnie, Pierwszego, Duncana i Gregora, który wreszcie ustąpił.
-Dziękuję za wszystko- skłoniłem się Irviemu. W jego oczach zalśniły łzy, ale szybko starł je rękawem wspaniałej seledynowej togi.
-Idźcie już- wymamrotał łamiącym się głosem.
-Chodź, czeka na ciebie nowe życie- Duncan wskazał mi wyjście z wieży. Minęliśmy w milczeniu templariuszy pełniących wartę przy wrotach. Kiedy dostrzegli moją postać, chcieli poinformować Szarego, iż magom nie wolno opuszczać tychże murów. Jednakże on tylko machnął im na pożegnanie i popchnął mnie do przodu. Poczułem, jak kurczy mi się żołądek. Zaraz odzyskam wolność… Wolność… Amarant….

Nie. Tamto życie, a teraz to już nie obowiązuje. Od tej chwili stanę się Szarym Strażnikiem. I z tą właśnie myślą przełamałem resztki oporu, zabraniające wychodzić mi poza Wieżę. Duncan czekał tylko na ten moment. Moment, w którym postawię pierwszy krok na progu Kalenhad, a potem ten drugi- zrzucający ze mnie kajdany Zakonu.

 

Dodaj komentarz

Kod antysapmowy
Odśwież