Sonda

Który dodatek DLC do Dragon Age 2 jest Twoim zdaniem najlepszy?
 

Serwisy zrzeszone

Wybierz szablon

Online

Naszą witrynę przegląda teraz 9 gości

Zbiegowisko

Dodano: 26 marca 2011 14:18 | autor: iami

Ruszyliśmy na południe do Ostagaru. Duncan prowadził mnie mniej uczęszczanymi ścieżkami, często tak zarośniętymi, że musiałem podciągać togę pod same kolana. Od czasu do czasu zatrzymywaliśmy się na odpoczynek. Z natłoku myśli w głowie próbowałem powyciągać jakieś logiczne pytania, które mógłbym zadać Szaremu, ale jakoś mi to nie bardzo wychodziło. Kiedy drugiego dnia podróży zrobiliśmy krótki postój, to właśnie on zasypał mnie gradem pytań.
-Powiedz mi Väinamöinen- zaczął, podając mi manierkę z wodą- Czy Pierwszy Zaklinacz mówił ci, co planuje z tobą zrobić?
-Nie rozumiem- rzuciłem od niechcenia, ale Szary zmrużył tylko oczy i czekał aż w końcu zbiorę się w sobie i zrobię się bardziej skory do rozmów- Irving rzadko zdradza swoje plany…- przyłożyłem manierkę do ust.
-Yhym- mruknął, widocznie nieco rozbawiony- Chciał żebyś w przyszłości zajął jego miejsce w Kręgu- stwierdził otwarcie, a ja zachłysnąłem się wodą. Ledwo złapałem oddech i spojrzałem na niego rozszerzonymi oczami- Tak, to prawda… Powiedz mi jeszcze, czy wiesz dlaczego Irving tak kładł nacisk na akcent w niektórych słowach?- Doskonale wiedziałem, o co mu chodzi. „Życzysz MU śmierci, wyciszyć GO?”
-Nie- przyznałem i czekałem na dalsze pytania. Duncan nie był osobą zbyt upierdliwą i nie naciskał, jeśli nie chciało się odpowiadać, ale jak tu nie mówić, skoro jego milczenie pozostawało takie wymowne?
-Jakim typem magii się specjalizujesz?- wyciągnął z torby chleb i ułamał mi kawałek. Siedzieliśmy na skraju lasu na dużej przewalonej kłodzie. Gdyby ktoś nas tak zobaczył, mógłby pomyśleć, że robimy sobie piknik.
-Żywiołami i entropią, co nie znaczy że nie znam zaklęć z zakresu ducha i stworzenia- odpowiedziałem i nie do końca byłem przekonany, czy zrozumie moją wypowiedź.
-Znaczy, że w zaklęcia żywiołów i entropii wkładasz najwięcej serca i lyrium?- patrzcie, zrozumiał. Zdębiałem.- A czy…- zawahał się, albo zamyślił jak sformułować kolejne pytanie- Jesteś jakimś magiem-specjalistą? Wybacz, że tak cię męczę, ale chciałbym wiedzieć o tobie coś więcej.. być może coś, czego nie wie Irving- zakończył i ugryzł kromkę chleba.- Jeśli jednak nie masz ochoty o tym mówić, zrozumiem.
-Ja…- zająknąłem się- jestem…- mam mu to od tak powiedzieć? A co jeśli uzna mnie za niebezpiecznego psychopatę i odeśle na pewną śmierć do Kręgu? Przeniosłem wzrok na jego twarz. Zionął od niego spokój i skupienie. Chciał wiedzieć, ale nie naciskał. Czekał na dalszą reakcję, lub jej ewentualny brak- Jestem magiem krwi- wypuściłem ze świstem powietrze.
-Teraz rozumiem już wszystko- skwitował. Ciekawe co teraz o mnie sobie pomyśli…- Dziękuję za szczerość.
-Więc nie oddasz mnie templariuszom?
-Powołałem się na Prawo Werbunku w twojej sprawie i żebyś się nie pomylił- nie rezygnuję tak łatwo z nowych rekrutów. Musisz wiedzieć, że wśród Szarych byli, są i będą apostaci. Nie przejmuj się tym… tylko- dodał z rozbawieniem po chwili namysłu- na razie nie mów o tym Alistairowi- Zamrugałem szybko oczami. Komu?
-Kto to jest, jeśli mogę spytać? -Młody Szary Strażnik, którego zostawiłem pod Ostagarem. Niedługo się z nim spotkasz…- po czym dodał śmiejąc się już teraz całkiem otwarcie- Nie patrz tak. Alistair to były templariusz i wciąż ma pozostałości po szkoleniu Zakonu w zakresie ścigania magów… Może różnie na to zareagować, chociaż to sympatyczny dzieciak.
-Ah, tak- przeniosłem wzrok na mój kawałek chleba. Jakoś odechciało mi się jeść. Co, jak co, ale jestem dość uprzedzony do templariuszy.
-Jest niewiele starszy od ciebie- kontynuował- i ma nieco cięte żarty- wstał.- Chodźmy już. Dobrze jeśli przed południem dotrzemy do Ostagaru.

Kiwnąłem głową i również wstałem. Odgarnąłem ciemnorude włosy do tyłu i ruszyłem za Duncanem. Po niecałej godzinie marszu wyrosła przed nami monumentalna twierdza zbudowana na wzgórzu z ogromnych kamiennych bloków. Miała idealne położenie obronne. Co prawda większa jej część była już zabytkową ruiną, ale dalej robiła wrażenie. Uchyliłem bezwiednie usta, podziwiając ogrom budowli, kiedy nagle dobiegł nas stukot płytowych butów o bruk. Z przeciwka nadciągał maleńki oddział zbrojnych, prowadzony przez wysokiego młodego mężczyznę w złotej zbroi. Jasne blond włosy sięgały, podobnie jak u mnie, ramion. W błękitnych oczach tańczyły iskierki podniecenia. Na nasz widok uśmiechnął się promiennie i rozłożył szeroko ramiona na powitanie. Jak dziadek cieszący się z odwiedzin wnucząt.
-Hej, Duncanie!- zawołał radośnie i niemal podskoczył do Szarego, kładąc mu opancerzoną dłoń na ramieniu.
-W-wasza Wysokość- wydukał zaskoczony mężczyzna. Przeniosłem równie zdumiony, a może raczej sparaliżowany jakimś dziwnym strachem, wzrok na młodzieńca. Był nieco starszy ode mnie, ale zdecydowanie zamykał się w dwudziestce piątce. …. Cholera! To jest KRÓL!?- Nie spodziewałem się…
- Królewskiego powitania?- poddał Cailan. Cofnął się o krok i nakazał swej świcie zachować odpowiedni odstęp, żeby móc swobodnie porozmawiać z Szarym.- A już się bałem, że stracisz całą zabawę!- „Zabawę? Mordowanie pomiotów to dla ciebie zabawa? Na litość….” przemknęło mi przez głowę.
- Nigdy bym do tego nie dopuścił, Wasza Wysokość- Duncan skłonił lekko głowę, więc i ja stwierdziłem, że czas najwyższy zostać zauważonym i również się pochyliłem.
- A więc potężny Duncan będzie ze mną podczas bitwy! Znakomicie!- król chyba nie zrozumiał aluzji, że Szary ma towarzysza podróży. Jednakże w następnym momencie odwrócił się w moim kierunku.- Słyszałem też, że udało ci się znaleźć kolejnego obiecującego rekruta…- podszedł do mnie i wyszczerzył zęby w uśmiechu, o ile to było jeszcze możliwe, bardziej promiennym niż na początku- Rozumiem, że należysz do Kręgu Maginów. Ufam, że dysponujesz zaklęciami, które pomogą nam podczas nadchodzącej bitwy.
-Oczywiście, zrobię co w mojej mocy- odpowiedziałem lekko chwiejąc się na nogach. Był wyższy ode mnie i masywniejszej budowy. A może to zbroja robiła takie wrażenie? Nie, przecież jestem mieszańcem ras…, a on- czystym człowiekiem. Czułem się przy nim zadziwiająco mały i nieważny, a on sprawiał wrażenie dobrotliwej duszyczki, gotowej ruszać na ratunek nie tylko pięknym królewnom, ale i wszystkim potrzebującym.
-Doskonale. Niewielu mamy tu magów, kolejny zawsze jest mile widziany…. Cóż, wybaczcie, ale muszę już wracać do mego namiotu. Loghain nie może się doczekać, żeby zacząć zanudzać mnie tymi swoimi strategiami- przewrócił oczami i widać było, że mało go to interesuje.
-Twój wuj przesyła pozdrowienia i przypomina, że wojska z Redcliffe dotrą tutaj w ciągu tygodnia –przerwał mu na odchodnym Duncan. Zastanowiłem się chwilę. Redcliffe. Znam tą nazwę, ale niestety tylko z map…
-Ha! –ucieszył się Cailan– Eamon chce zagarnąć choć trochę chwały dla siebie!- okręcił się w miejscu i zatrzymał w pozie sugerującej, że nad czymś gorąco myśli- Wygraliśmy już trzy bitwy, jutro powinno być podobnie- stwierdził otwarcie.
-Nie wiedziałem, że sprawy idą tak dobrze- wtrąciłem.
-Nie wiem nawet, czy to naprawdę Plaga- powiedział nagle Cailan. Zrobił smutną, a może raczej nadąsaną minę- jak dziecko któremu odmówiono placu zabaw.- Wokół jest mnóstwo mrocznych pomiotów, ale nie natrafiliśmy jeszcze na ślad arcydemona.
-Wasza wysokość jest zawiedziony?- Duncan uniósł brwi w zniecierpliwieniu i niejakim podenerwowaniu. Najwidoczniej starał się temperować młodego władcę.
-Liczyłem na wojnę z legend i opowieści! – westchnął Cailan. Zapatrzył się gdzieś w dal. Mógłbym przysiąc, że wbił wzrok w najwyższą wieżę twierdzy- Król wyruszający z armią na upadłego boga!
Niestety rzeczywistość wygląda inaczej… Ech… Muszę już iść, zanim Loghain wyśle po mnie grupę poszukiwawczą. Bywajcie- uniósł dłoń w geście pożegnania i skinął na żołnierzy. Wspólnie ruszyli przez wielki kamienny most, zawieszony kilkaset metrów nad ziemią. Eskorta prawie biegła za szybko oddalającym się władcą.
- Król mówił prawdę- przerwał milczenie Duncan- Wygraliśmy już kilka bitew – przyznał bez bicia, jednakże w jego głosie usłyszałem nutkę niepewności.
-Nadal jednak wyczuwam w twym głosie niepewność- stwierdziłem.
-Na pewno stoi za tym jakiś arcydemon – mruknął do siebie- To jednak tylko moje przeczucie.
-Czyżby? Uważam, że powinniśmy podjąć jakieś działania, a nie siedzieć tu bezczynnie i patrzeć na rozwój wydarzeń, popijając herbatkę- powiedziałem, a po chwili zdałem sobie sprawę, że przybrałem nieco ostry ton.
-Tak –przytaknął- Powinniśmy kontynuować rytuał- przyjrzał się mi uważnie.- Widzisz, by wstąpić w szeregi Szarej Straży, każdy rekrut musi zostać poddany tajemnemu rytuałowi zwanemu Dołączeniem. Jest on krótki, ale wymaga pewnych przygotowań. Niedługo powinniśmy zacząć.
-To na co jeszcze czekamy?- powtórzyłem z oślim uporem w głosie. Zaśmiał się.- Ehem… Z tego co mówił król, nie jestem jedynym rekrutem?
-Nie, poza tobą jest tu pięciu- zamyślił się i momentalnie poprawił- ośmiu rekrutów. Czekali na nasze przybycie. A teraz, możesz rozejrzeć się po obozie. Mam kilka spraw do załatwienia… Acha! I kiedy znajdziesz Alistaira- przyjdźcie do mnie, żeby kontynuować- machnął mi ręką i wszedł na most.

Ruszyłem wolnym krokiem przed siebie. Jakoś niepewnie mijałem okutych w zbroje żołnierzy trenujących intensywnie przed bitwą. Na moście musiałem przez krótki okres zmagać się z szalejącym na tej wysokości wiatrem. Szarpał moją togą i prawdopodobnie, gdybym stracił równowagę, wyrzuciłby mnie za balustradę robiąc z szaty spadochron. Albo i nie.
-Witaj- odezwał się wartownik- Ty musisz być tym ostatnim rekrutem Szarej Straży, prawda? To miejsce od stuleci nie widziało takiego zamieszania- dodał z wyczuwalnym rozmarzeniem.- Szukasz czegoś? Mogę wskazać ci drogę.
- Opowiedz mi o Ostagarze- założyłem ręce na piersi, zauważając że właśnie wrobiłem się w wysłuchanie wykładu z historii.
-Z tego, co wiem, dawno temu była tutaj forteca. Wiele, wiele lat temu, kiedy Dzicy najeżdżali doliny. Po wschodniej stronie, tej z której przybyłeś, znajduje się Wieża Ishal, ale teyrn Loghain zakazał do niej wstępu aż do rozpoczęcia bitwy. Po tej stronie znajduje się obóz króla…. Mamy tutaj Szarą Straż, Krąg Maginów, Zakon… Nie można się ruszyć, żeby nie wpaść na kogoś ważnego- uśmiechnął się kącikami ust.
-Wiesz może, gdzie szukać – jak on się wabił?- Alistaira?
-Cóż. Zapytaj kwatermistrza, może on będzie wiedział. To w tamtą stronę- dodał kierując mną do dalszego marszu.
-Dziękuję.

Po lewej stronie były porozbijane potężne barwne namioty- króla i teyrna, dalej błękitny pewnie Szarych i inne. W tej części obozu znajdowały się również psiarnie i ogromne ognisko, przy którym stał Duncan. U jego stóp warował mabari. Ciekawe skąd on wytrzasnął tego psa? Skręciłem w prawo, w stronę kwatermistrza. Był to człowiek o nieco ciemniejszej skórze. Kiedy zbliżyłem się do niego, na tyle by móc z nim porozmawiać, odezwał się drwiącym podniesionym głosem:
-Ty tam! Elfie! Gdzie moja zbroja? I dlaczego jesteś tak dziwnie ubrany?- warknął na zakończenie. Odwróciłem się, żeby upewnić się czy ktoś za mną nie stoi, ale on mówił do mnie.
-Bierzesz mnie za sługę?- burknąłem. I W DODATKU: NIE JESTEM ELFEM!!!!
-Co takiego? Och! To ty przybyłeś z Szarym Strażnikiem? Ja… proszę wybacz mi moje zachowanie. Tyle elfów biega naokoło, a ja …
-Powinieneś lepiej traktować swoje sługi- usłyszałem silny, ale za razem bardzo delikatny dziewczęcy głos za plecami. Obok mnie stanęła smukła kobieta w skórzanej zbroi. Miała długie czarne, rozpuszczone włosy i piękne, duże orzechowe oczy. Na plecach przewiesiła łuk.
-Ttak, pani. Czy mogę wam w czymś pomóc?- zapytał skruszony.
-Wiesz, gdzie mogę znaleźć Szarego Strażnika o imieniu Alistair?- zapytałem, dalej lustrując wzrokiem dziewczynę.
-Idź do sali balowej- wskazała ruchem głowy.- Ten głupek gdzieś się tam kręci. Swoją drogą…- zaczęła- Jesteś ostatnim rekrutem Duncana? Świetnie. Wreszcie będziemy mogli skończyć ten cyrk z rytuałem- odmaszerowała zamaszystym krokiem z wysoko uniesioną głową. Wzruszyłem ramionami i wszedłem do dalszej części budowli.
Już z oddali usłyszałem jakąś kłótnię. Na starym tarasie, z którego posadzki wybijały się resztki sufitu, stali dwaj mężczyźni. Pierwszy ubrany w togę, o czarnej skórze. Drugi w zbroi karacenowej i perfidnym uśmieszku na twarzy.
-O co chodzi tym razem? - warknął mag. Oj, jak ja dobrze znam ten ton.- Czy Szara Straż nie uzyskała już ze strony Kręgu wystarczającej pomocy?
- Przyszedłem tylko po to, by przekazać ci wiadomość od Wielebnej Matki, szanowny magu - odparł ze stoickim spokojem młodzieniec. Wydawało się, że jest szczerze rozbawiony debatą z magiem - Pragnie się z tobą spotkać.
- Nie obchodzi mnie, czego „pragnie” jej Świątobliwość!- fuknął mężczyzna- Jestem zajęty, pomagam Szarej Straży, z rozkazu króla, pozwolę sobie dodać! –Tak, bo starsi magowie nie mogą się czasem poświęcić…
- To co, miała napisać do ciebie list? – zripostował.
- Przekaż jej, że nie pozwolę, by mnie w taki sposób nękano!- obruszył się czarnoskóry i warknął coś dodatkowego pod nosem.
-Tak, to ja nękałem ciebie, dostarczając ci wiadomość- westchnął młodzieniec i opuścił głowę w dół, udając skruchę.
-Twoja gadanina nie przynosi ci zaszczytu- burknął urażony mag, rzucając członkowi bractwa zabójcze spojrzenie.
-A ja myślałem, że tak dobrze się ze sobą dogadujemy.. Chciałem nawet nadać twoje imię swojemu dziecku… Temu zrzędliwemu – dodał z satysfakcją. Mag zrobił się czerwony na twarzy i prawie zachłysnął powietrzem.
- Dosyć! Porozmawiam z tą kobietą, skoro nie mam innego wyjścia!- warknął obruszony i minął rozmówcę szybkim krokiem, przywalając mi barkiem na do widzenia, jakbym to ja go właśnie wkurzył.
-Wiesz co, jedyną dobrą stroną Plagi jest to, że jednoczy ze sobą tych, co muszą się z nią zmagać –powiedział swobodnie młodzian , podchodząc do mnie i podpierając się o boki.
-Bardzo dziwny z ciebie człowiek- skwitowałem, przyglądając się mu z zaciekawieniem. Nie tak sobie wyobrażałem templariusza, a może to nie Alistair?
-Nie jesteś pierwszą osobą, która mi to mówi- zapewnił mnie- Chwileczkę, my się chyba nie znamy, co? Nie jesteś przypadkiem kolejnym magiem? – zapytał z prawie namacalnym niepokojem.
-Zepsułoby ci to dzień?- dodałem od siebie z przekąsem.
-Raczej nie. Po prostu lubię wiedzieć, jakie jest w danej chwili prawdopodobieństwo, że zostanę zamieniony w ropuchę… Czekaj, ja wiem coś ty za jeden. Ostatni rekrut Duncana- zapowiedział- Od razu powinienem był cię rozpoznać. Przepraszam.
-W takim razie, ty jesteś pewnie Alistair –podsunąłem, patrząc na niego z byka. Templariusz, co? A jednak!
-Czy Duncan o mnie wspominał? - spytał ni to zaciekawiony, ni spłoszony- Nie mówił nic złego, mam nadzieję. Ale cóż, ehem, jako młodszy członek zakonu będę ci towarzyszył podczas przygotowań do twego Dołączenia- oznajmił doniośle. A więc będę skazany na obecność rycerzyka do łapania magów? Świetnie…
-Miło cię poznać- wycedziłem przez szczelnie zaciśnięte zęby- Jestem Väinamöinen.
-Tak. Imię się zgadza – po czym dodał, wzruszając ramionami -Jestem ciekaw, czy miałeś już do czynienia z mrocznymi pomiotami?
-Średnio. Raczej…- zawahałem się- ..demonami.
-Ach, tak- przyjrzał się mi uważnie, jakby sprawdzał czy nie jestem plugawcem- Gdy ja stanąłem do walki z moim pierwszym mrocznym pomiotem, nie byłem przygotowany na to, jak potworny będzie to widok … Tak czy siak, kiedy będziesz gotowy, wróć do Duncana. Domyślam się, że chciałby już zacząć.
-Ta kłótnia, której byłem świadkiem- „mag, jak mag- lubi wtykać nos w nieswoje sprawy” pomyślałem– O co poszło?
-Z magiem? – „nie kurcze, ze śpiewającą papugą”- Krąg znalazł się tutaj na prośbę króla i Zakonowi bardzo się to nie podoba. Oni po prostu uwielbiają okazywać magom, że nie są tu mile widziani. Co stawia mnie w odrobinę niezręcznej sytuacji. Sam byłem niegdyś templariuszem – przyznał się bez mydlenia oczu.
-Byłeś łowcą magów, zgadza się? –zapytałem dość nieprzyjemnie.
-Nie wszyscy templariusze nimi są, ale tak – odparł grobowym głosem, jakby obawiając się, że ucieknę zanim przejdę Dołączenie- Ja byłem. Zakon wychowywał mnie do czasu, aż sześć miesięcy temu zostałem zwerbowany przez Duncana. Jestem pewien, że wysyłając mnie jako posłańca, Wielebna Matka chciała temu magowi ubliżyć, a on od razu się zorientował…. Nigdy bym się nie zgodził wyruszyć z tą wiadomością, ale Duncan mówi, że mamy ze sobą współpracować. Do nich najwyraźniej jego słowa nie dotarły – dodał markotniejąc.
-Ruszajmy- rzuciłem, poddając się myśli, że znowu będę zmuszony biegać pod komendą templariusza. I wtedy do mnie dotarło, że to ja wydałem JEMU rozkaz.
-Jeśli masz jakieś pytania, daj mi znać- uśmiechnął się, odganiając burzowe chmury, które zawisły na ułamek sekundy między nami- W przeciwnym razie prowadź!- dodał całkowicie uległym tonem.
Odchrząknąłem i ruszyłem w kierunku ognia Duncana. Obóz był mniejszy niż Wieża Kręgu, więc dużo łatwiej szło się tutaj połapać.
-Opowiedz mi coś o sobie- rzuciłem Alistairowi, żeby do końca rozładować atmosferę.
-Ty pierwszy- zaczął tonem, przypominającym przekomarzanie się z dzieckiem.- Czy chciałeś zostać Szarym Strażnikiem?
-Tak naprawdę, to nigdy się nad tym nie zastanawiałem- przyznałem szczerze.
-Yhym… Zostałem zwerbowany pod przymusem, co nie znaczy, że tego nie chciałem. Mówiłem ci przed chwilą, że…
-Tak, pamiętam. Szkoliłeś się na templariusza- przechwyciłem myśl.
-Ano, słuchaj. Wiem, że jesteś magiem, ale to nie był mój pomysł…- wzruszył ramionami. Minęliśmy kwatermistrza, który jak tylko mnie zobaczył z daleka zaczął przymilnie przepraszać za swoje wcześniejsze zachowanie, zaklinając się że pomylił mnie ze swoim sługą ze względu na włosy… i rasę.
-Pierdoleni rasiści- wysyczałem, a Alistair wybuchnął niepohamowanym śmiechem.
-Prze-przepraszam, ale to było piękne- prawie zaczął klaskać- Aż się wzruszyłem. W życiu nie słyszałem czegoś takiego z ust…
-Maga?- dokończyłem za niego lodowato zimnym głosem. Wzdrygnął się i widziałem, jak przebiega przez niego dreszcz. „Elfy, półelfy- a teraz magowie… Kurwa, ten świat schodzi na psy..”, a jeśli o psach mowa, to zbliżyliśmy się do królewskich psiarni. Dookoła rozległo się donośne szczekanie. Często mówiło się, że Ferelden śmierdzi mokrym psem, teraz wiem dlaczego. Przed zagrodą z mabari stał mężczyzna w lekkiej zbroi. Pokręcił ze znużeniem głową.
-Boję się o stan zdrowia tego psa- zaczął niby to siebie, a niby do nas. Wydawał się naprawdę zmartwiony losem tych psów. Bez zastanowienia podszedłem do niego, bo bądź co bądź, ale znam jakieś tam zaklęcie leczące.
-W czym problem?- zapytałem, jednocześnie zdając sobie sprawę z tego, że Alistair zatrzymał się z cztery metry za mną i ani myślał podejść bliżej do klatek.
-Ten mabari został zarażony krwią pomiotów i obawiam się, że nie wyjdzie z tego cało, a to jeden z najlepszych psów. W dodatku ostatnio zrobił się dość agresywny i teraz nie mogę mu podać leków uśmierzających ból- załamał bezradnie ręce. –Hej!- podjął- A może spróbowałbyś założyć mu kaganiec?
-Ja? Może lepiej niech Alistair to zrobi- zaproponowałem szukając wzrokiem Strażnika, bo to on miał na sobie zbroję, która chociaż częściowo mogła uchronić przed atakiem kłów.
-O nie. Nie. Ja i zwierzęta, jakoś do siebie nie pasujemy…- spojrzał nieufnie na zagrody.- Zdecydowanie nie…
-Dobra, spróbuję- zdecydowałem, a mężczyzna od razu wręczył mi w dłonie kaganiec i wepchnął do kojca. Pies spojrzał na mnie podejrzliwie, więc postanowiłem najpierw wyciągnąć rękę, żeby mnie obwąchał i zobaczył, że nie zamierzam zrobić mu krzywdy. Potem pozwolił mi się delikatnie pogłaskać po czubku głowy- zdecydowanie jak najdalej od zębów! Założyłem mu kaganiec i kiedy zapinałem ostatnią klamrę usłyszałem:
-Pierwsze koty za płoty, co? Masz szczęście, że nie odgryzł ci ręki- rzuciła dziewczyna, którą spotkałem przy kwatermistrzu. Wykrzywiła usta, w coś na kształt uśmiechu.
-Taaa… Ten twój pies wcale nie jest lepszy- dogryzł jej Alistair.- O mało się na mnie nie rzucił jak przybyłaś do obozu!- powiedział z ogromną pretensją.
-Oczywiście. On wyczuł, jaką osobą jesteś. A był uczony niezadawania się z półgłówkami- burknęła, zakładając włosy za ucho.- Ale to nie do ciebie mówiłam. Mam na imię Lydia- przedstawiła się, gładko i dźwięcznie wymawiając każde słowo.
-Miło cię poznać- odparłem po raz kolejny.- Zwę się Väinamöinen.
-Wcale nie miło. Wierz mi- skwitował były templariusz i zanim dorzucił jakieś uwagi na jej temat, rozległo się:
-Chodźcie już. Duncan czeka- od strony ogniska przybiegł elf z twarzą ozdobioną misternymi dalijskimi tatuażami. Złote włosy okalały nieco zmęczoną, a może zatroskaną twarz. Pośpieszył nas machnięciem dłoni i wszyscy zgodnie ruszyliśmy za nim. Wokół Duncana zebrało się już mnóstwo osób. Cała ósemka licząc wraz ze mną i Lydią. Na nasz widok Szary uśmiechnął się szeroko.
- Rozumiem, że możemy już rozpocząć przygotowania- przejechał wzrokiem po twarzach zgromadzonych, a gdy dotarł do Alistaira, wykrzywił się w grymasie poirytowania i dezaprobaty- Zakładam, że skończyłeś już drażnienie magów, Alistairze.
- Co mogę powiedzieć?- skurczył się pod gniewnym okiem mentora- Czcigodna Matka zastawiła na mnie pułapkę. Poczuciem winy włada tak, że powinni znaleźć dla niej miejsce w armii.
- Zmusiła cię, byś obraził maga, tak?- rzucił jeszcze bardziej wzburzony.- Nie możemy nikogo do siebie zrażać, Alistairze. Nie możemy też dostarczać argumentów tym, którzy wykorzystają je przeciw nam- upomniał go karcąc jednocześnie wzrokiem, jak i słowem. „Duncan to chyba młodsza wersja Irvinga”, pomyślałem.
- Masz rację, Duncanie- wymamrotał wbijając wzrok w ziemię pod stopami. Lydia prychnęła cicho i dumnie wzniosła głowę, dodając dramatyzmu do sceny - Przepraszam.
-Tak. Cóż, oto ostatni rekrut- wskazał na mnie palcem.
-Jestem sir Jory- wielki rycerz ostrzyżony na jeża podał mi rękę. Zza ramienia wyglądał mu miecz dwuręczny.- Miło cię poznać.
-To na ciebie tyle czekaliśmy? Mów mi Daveth- drugi łucznik, oprócz Lydii, był śniadym mężczyzną średniego wzrostu o czarnej czuprynie i diabolicznym uśmieszku.
-To jest Aariel- przejął inicjatywę przedstawiania się Duncan, wskazując jednocześnie na blond elfa, prawdopodobnie z obcowiska, gdyż nie miał na sobie tatuaży.- To Deidre, on was przyprowadził… wreszcie- dodał z lekkim rozbawieniem- Lydia…
-Tak, już się spotkaliśmy- wszedłem mu trochę bezczelnie w słowo, a reszta rekrutów spiorunowała mnie wzrokiem. Szary roześmiał się w końcu. Zrozumiałem, że im nie pozwalał wtryniać się w zdania.
Zacisnąłem mocno szczęki, żeby nie wyrwać się z czymś mało inteligentnym. „Muszę się zachowywać jak na maga przystało”, skarciłem się w myślach.
-A więc Heimdall- przedstawił krasnoluda o gęstej ciemnoblond brodzie.- A to Inari- ostatnia była krasnoludką, rozglądającą się zadziornie dookoła z dwoma mieczami przerzuconymi przez plecy. Na głowie miała pozaplatane z tuzin brązowych warkoczyków. -Dobrze więc, skoro wszyscy już tu jesteśmy i mniej więcej się znamy, możemy zaczynać. Wasza dziewiątka uda się do Głuszy Korcari, gdzie wykona dwa zadania. Po pierwsze macie zdobyć osiem fiolek krwi mrocznych pomiotów, po jednej dla każdego rekruta- zaczął przemowę Duncan.
-Po co nam krew mrocznych pomiotów?- nie wytrzymałem.
-Do Rytuału Dołączenia. Wszystko wyjaśnię, gdy wrócicie- Szary przeniósł na mnie spojrzenie i swoim zwyczajem założył ręce za siebie. Czekał na moje kolejne pytanie.
-A drugie zadanie?- chyba o to mu chodziło.
-Gdzieś w Głuszy znajdowało się niegdyś porzucone archiwum Szarej Straży- podjął ponownie- Być może została tam pewna liczba zwojów, zabezpieczonych za pomocą magicznej pieczęci. Chcę, byś je odzyskał, Alistairze- młodzieniec skinął głową, że zrozumiał polecenie.
- Co to za zwoje?- wyrwało mi się, zanim ugryzłem się w język. Reszta znów zdawała się być oburzona moją dociekliwością, co szło odczuć poprzez ich nieustanne burczenie. Ale mnie tego właśnie uczono w Kręgu! Mag musi być taki, siaki, owaki… między innymi wciskać nos tam, gdzie nie trzeba.
- Stare traktaty, jeśli tak bardzo cię to interesuje- odparł spokojnie -Obietnice wsparcia złożone dawno temu na ręce Szarych Strażników. Dawniej traktowano je wyłącznie jako formalność. Ponieważ jednak tak wielu zapomniało o złożonych przez siebie obietnicach, podejrzewam, że dobrze byłoby dysponować czymś, co odświeży im pamięć.
- Znaleźć archiwum i osiem fiolek krwi- rzuciła Inari, najwidoczniej żądna akcji.- Zrozumiano!

Szary westchnął głęboko, po czym zwrócił się do młodego Strażnika:
- Uważaj na swoich podwładnych, Alistairze. Wracajcie szybko i bezpiecznie.
- Tak jest- wyprostował się, jakby ktoś wsadził mu tyczkę w kręgosłup.
- Niech Stwórca czuwa nad wami. Zobaczymy się po powrocie- oznajmił na do widzenia i zatopił wzrok w płomieniach ogniska.

 

Dodaj komentarz

Kod antysapmowy
Odśwież