Dragon Age

Cuda Thedas

Recenzja Dragon Age: Powołanie od Serenity

Dodano: 05 czerwca 2012 18:06 | autor: Ewa ‘Serenity’ Iwaniec

Powołanie

data wydania:marzec 2010
Tytuł oryginału: Dragon Age: The Calling
Tłumaczenie: Małgorzata Koczańska
ISBN-13 978-83-7574-252-7
Wymiary: 125 x 195
Liczba stron: 536
Oprawa: miękka
Cena: 34.99
Wydawca: Fabryka Słów
WWW: [link]

David Gaider pokazał wszystkim miłośnikom fantastyki, że jest nie tylko dobrym scenarzystą gier komputerowych, ale i całkiem niezłym pisarzem. Po świetnym „Utraconym tronie”, opowiadającym historię powstania Fereldeńczyków, przyszedł czas na „Powołanie”, również pochodzące z uniwersum wykreowanego przez studio BioWare.

Od rebelii minęło już kilka lat. Ferelden rządzony przez Marica został odbudowany, przywrócono ład i naprawiono szkody. Król mógłby się spokojnie skupić na obowiązkach, gdyby nie to, że pewnego dnia na jego dwór przybywają Szarzy Strażnicy. Od tego momentu wszystko staje się bardziej skomplikowane. Okazuje się bowiem, iż nad Thedas ponownie zawisła groźba plagi mrocznego pomiotu. Oczywiście można tego uniknąć, ale trzeba wyruszyć na Głębokie Szlaki. Wojownicy spod znaku gryfa szukają pomocy u władcy Fereldenu – tylko Maric lub jego oddany doradca i przyjaciel Loghain mogą wskazać drogę do thaigu Ortan, którego poszukują Strażnicy.

Miła niespodzianka spotka fanów gry „Dragon Age”, zwłaszcza tych, którzy mieli okazję przejść dodatek „Przebudzenie”: na kartach powieści natrafią na kilka znanych postaci. Wymienić warto Architekta, niezwykłego przedstawiciela mrocznego pomiotu. Jego przeszłość i motywacje poznamy właśnie dzięki „Powołaniu”. Powieść rzuca również światło na krasnoludzką kobietę, Utę, która wiernie towarzyszyła Architektowi w grze. Przede wszystkim jednak – dowiedzą się, jak karierę w Szarej Straży zaczynał Duncan.

Niestety można odnieść wrażenie, że „Powołanie” bardziej niż „Utracony tron” skierowane jest w stronę graczy, nie zaś zwykłych czytelników – więcej tutaj elementów, które pojawiają się znikąd i w żaden sposób nie są wyjaśnione. Weźmy chociaż Szarych Strażników, którzy goszczą na kartach książki od samego jej początku, a którzy tak naprawdę wcale nie zostali czytelnikowi przedstawieni. Dopiero w połowie lektury okazuje się, że są oni wojownikami wyspecjalizowanymi w walce z mrocznym pomiotem. Przeciętny czytelnik, który nie miał do czynienia z grą, może poczuć się mocno pominięty.

Wielokrotnie przekonamy się również o RPG-owych korzeniach powieści. Można było odczuć, że czytamy zapis sesji – bohaterowie zdają się mieć niewyczerpane pokłady energii, nie poddają się mimo licznych ran, a krwawienie tamują przy pomocy okładów leczniczych. Nie wykazują również potrzeby pożywienia się, głód nie jest ich problemem. Do całości obrazu brakuje tylko pobocznych zadań i punktów doświadczenia, które zdobywaliby po zabiciu pomiotu czy innego potwora.

Warto przyjrzeć się postaciom wykreowanym przez Gaidera. Na pierwszym planie mamy oczywiście naszego króla Marica, który niewiele się zmienił w ciągu tych lat, które upłynęły od rebelii – zmężniał oczywiście, ale nadal pozostał nieco lekkomyślny. Wydać się może nieco przygaszony, ale autor wytłumaczył, skąd taka zmiana u władcy Fereldenu – wciąż nosi żałobę po zmarłej kilka lat wcześniej królowej Rowan. Oprócz Marica niezwykle ważną rolę odgrywa Duncan, młody złodziej, który dopiero przed kilkoma miesiącami znalazł się w Szeregach Szarej Straży. Jest to najsympatyczniejsza postać, którą spotkamy na kartach „Powołania” – lekko nieokrzesany, z ciętym dowcipem i ulicznymi manierami. Pozostali Strażnicy są nieco słabiej zarysowani, ale każdy z nich posiada swoje cechy indywidualne.

Wypada przyznać, że „Dragon Age: Powołanie” pod względem fabularnym i warsztatowym wypada nieco gorzej niż „Utracony tron”. Wydaje się, że Gaider poszedł nieco na łatwiznę, zapełniając karty powieści typowo RPG-owymi elementami i nie martwiąc się o ogólny obraz sytuacji. Na szczęście nie mamy tutaj samych minusów. Na plus należy zapisać Gaiderowi kreację bohaterów, zwłaszcza przedstawienie młodego Duncana. Wyróżnia się również, niezwykle plastycznie opisany, pojedynek ze smokiem. Wypada powiedzieć także o niezwykle enigmatycznym epilogu. A najważniejsze jest to, że „Powołanie” nadal czyta się przyjemnie i łatwo.

Tekst pierwotnie zamieszczono w serwisie Insimilion oraz na blogu IMHO – blog bardzo subiektywny.

 

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież