Dragon Age

Cuda Thedas

[Opinia] Wielka zaklinaczka Fiona – największa zakała Thedas

Dodano: 20 lipca 2016 14:37 | autor: Pottero

Wojna magów z templariuszami przedstawiona została przez BioWare jako jeden z najważniejszych konfliktów uniwersum Dragon Age. Można zaryzykować stwierdzenie, że w Wieku Smoka nie było jeszcze ważniejszego wydarzenia. W tym właśnie stuleciu zakończyło się co prawda powstanie fereldeńskie i nastała Piąta Plaga, ale Thedasianie wykazali nimi mniejsze zainteresowanie, niż na to zasługiwały, bo ograniczały się one do Fereldenu, a niektórzy kwestionowali nawet to, czy Plaga rzeczywiście miała miejsce. Wojna pomiędzy magami a templariuszami dotknęła jednak całego kontynentu i zachwiała nim w posadach, sprawiając, że po jej zakończeniu Thedas nie jest już takie, jakie było wcześniej. Ale czyją winą była ta wojna? w tym tekście, będącym wyłącznie opinią i analizą, z którą czytający nie muszą się zgadzać, spróbuję odpowiedzieć na pytanie kto ponosi za ten konflikt największą odpowiedzialność i dlaczego właśnie wielka zaklinaczka Fiona.

Uwaga! Tekst zawiera potężne psujki z Dragon Age II, Inkwizycji i Rozłamu!

Najłatwiej powiedzieć, że winowajcą jest terrorysta-apostata, który wysadził w powietrze zakon w Kirkwall. Byłoby to jednak bardzo duże uproszczenie i po części rozminięcie się z prawdą. Pamiętać trzeba o tym, że działania terrorysty podyktowane były tym, co działo się w kirkwallskiej Katowni oraz w innych Kręgach, chociaż może nie aż na taką skalę. Samo zniszczenie zakonu było nie tyle bezpośrednią przyczyną wojny, co jej zarzewiem. W odwecie za zniszczenie zakonu przed jednego idiotę, w dodatku apostatę, Meredith chciała zlikwidować cały Krąg, pełen niewinnych magów, którzy przez lata byli ciemiężeni przez nią i jej templariuszy. Kiedy wieści rozeszły się po kontynencie, wzbudziło to zaniepokojenie w innych Kręgach, które zaczęły się buntować, a to prowadziło do eskalacji przemocy pomiędzy nimi a templariuszami. Ale nawet nie to było ostateczną przyczyną wojny, bo mimo trudnej sytuacji oraz wzajemnej wrogości, wielu magów i templariuszy starało się żyć tak jak przedtem i nie poddać się temu szaleństwu.

Osobiście uważam, że największą winę ponosi nie kto inny jak wielka zaklinaczka Fiona, stojąca na czele ugrupowania libertarian, która uparcie dążyła do niepodległości Kręgów, nie oglądając się na sytuację i nie myśląc o konsekwencjach. To ona rok po zamachu w Kirkwall, jako wielka zaklinacza, zarządziła głosowanie nad uniezależnieniem się Kręgów, zostało ono jednak rozstrzygnięte na jej niekorzyść dzięki staraniom Wynne. Dwa lata później, podczas zjazdu kolegium zaklinaczy w Białej Iglicy, zorganizowanym przez Boską, żeby magowie mogli przedyskutować nowe odkrycia odnośnie odwrócenia wyciszenia, próbowała wykorzystać okazję i ponownie zarządziła głosowanie. Adrianna, jedna z gorących zwolenniczek oddzielenia się Kręgu od Zakonu, świadoma tego, że Wynne dalej cieszy się poważaniem i posłuchem i ponownie może pomieszać im szyki, postarała się o wyeliminowanie z gry starszej zaklinaczki. Wrobiła w morderstwo jej syna, mając nadzieję, że pod nieobecność Wynne Fiona przeforsuje swoją propozycję. Narobiła jednak jeszcze większego bigosu – magowie uznali, że za zabójstwem stoją templariusze, którzy chcą ich wrobić, co doprowadziło do walki. Templariusze uwięzili magów, a sytuację starała się załagodzić Boska, która wysłała do Białej Iglicy swoich ludzi, mających pomóc magom, jednocześnie wzywając do siebie wielkiego Poszukiwacza, żeby dać im czas na ucieczkę. Ci jednak wyrżnęli templariuszy, a wielki Poszukiwacz, uznając, że Boska naruszyła porozumienie nevarskie, zerwał więzy Poszukiwaczy i templariuszy z Zakonem. Fionie oczywiście udało się uciec i schronić się na Rubieżach Andorala, które stały się mekką zbuntowanych magów. Tam raz jeszcze zarządziła głosowanie, a ponieważ część liczących się magów uprawnionych do głosowania zginęła, a ich miejsce zajęli przedstawiciele konfraterni, jej propozycja oddzielenia się od Zakonu została przyjęta. Chociaż przeszła zaledwie jednym głosem, Fiona w te pędy ogłosiła, że magowie są niezależni, skazując w tym momencie na śmierć setki tysięcy osób, w tym swoich braci i siostry, którzy nie zamierzali brać udziału w wojnie, ale po ogłoszeniu niepodległości przez wielką zaklinaczkę automatycznie stali się buntownikami i celem templariuszy.

Dlaczego winą obarczam akurat Fionę? Ze względu na to, że była tak zadufana i oddana swojej idei, że wyłączyła zdroworozsądkowe myślenie. Większość Thedasian nigdy w życiu nie spotkała maga, a całą wiedzę o nich czerpała z propagandy Zakonu, który nauczał, że magów i magii trzeba się bać. Fiona, wykorzystując zamęt, jaki wywołał atak terrorystyczny w Kirkwall, postanowiła za wszelką cenę forsować niezależność, nie zwracając uwagi na to, że zwykli ludzie boją się magów jeszcze bardziej, niż kiedykolwiek wcześniej. Nie przejęła się tym, że magowie nie są wystarczająco liczni, że zostaną rzucone na nich nie tylko wojska templariuszy, ale i zwykłe armie, a być może powstaną przeciwko nim nawet obywatele. W głębokim poważaniu miała to, że przez jej poczynania zginą miliony ludzi, w tym niewinni obywatele, którzy znajdą się na „linii strzału”. Nade wszystko jednak ferment, który wprowadziła, przesłonił Thedas szerszą perspektywę: podczas gdy wszyscy byli zaaferowani wywołaną przez nią wojną, nikt nie zwrócił uwagi na to, że pod ich nosem rośnie potężna siła – Koryfeusz, Venatori i czerwoni templariusze. Być może gdyby nie krótkowzroczność Fiony, która doprowadziła do skoncentrowania całej uwagi na tym jednym konflikcie, zauważono by niepokojące objawy i spróbowano im zaradzić. Gdyby Fiona przez swoją decyzję nie wciągnęła w tę wojnę wszystkich magów – nawet tych, którzy się jej sprzeciwiali – być może nie zginęłoby tyle niewinnych osób. Weźmy na przykład wyciszonych – pozbawionych emocji, którzy w ogóle nie zamierzali angażować się w ten konflikt, a chcących tylko prowadzić badania. Traktowanych przez magów trochę jako obywatele gorszej kategorii, których zniknięciem nikt specjalnie się nie przejął, chociaż to właśnie im poświęcone spotkanie wielka zaklinaczka wykorzystała do prowadzenia swojej politycznej gierki. Gdyby nie zadufanie Fiony, gdyby pozostali w Kręgach, Venatori prawdopodobnie nie wymordowaliby wyciszonych, nie obcięli im głów i nie wyżłobili w czaszkach dziur, żeby zrobić z nich okulara.

Trzeba jednak wziąć poprawkę na drugą stronę – bezsprzecznie współwinnym temu konfliktowi jest Zakon. Nie tyle Justynia V, która jako dość postępowa Boska starała się doprowadzić do zreformowania Kręgów i załagodzenia konfliktu, co wieki głoszonej przezeń propagandy i beton w jego szeregach. Zakon od stuleci uważał, że więzienie magów w Kręgach służy większemu dobru, a nawet jeśli templariusze stosują wobec nich nadużycia i terror, to jest to niewielka cena, jaką należy zapłacić za święty spokój – w końcu krzywda działa się magom, a duchowni żyli jak pączki w maśle. Z drugiej strony Zakon więził templariuszy, faszerując ich lyrium, które wzmacniało ich umiejętności, ale jednocześnie uzależniało od niego, a tym samym od Zakonu, który uzurpował sobie wyłączne prawo do handlu nim na powierzchni. Z jednej strony Zakon miał w garści magów, z drugiej – templariuszy. Kiedy obie grupy odwróciły się od niego, został z ręką w nocniku, mając na swoich usługach prawie tylko i wyłącznie kapłanki, które mogły co najwyżej dalej głosić swoją propagandę, ale bez wsparcia tych, którzy od wieków stanowili o ich sile, nie miały żadnej władzy.

Nie twierdzę, rzecz jasna, że zachowanie Zakonu było dobre – było karygodne, tak jak każda dyktatura, a wszystkie dyktatury kończą marnie. Nadal uważam jednak, że największą winę za wojnę ponosi Fiona, która odrzuciła rękę wyciąganą przez Justynię, chcącą doprowadzić do zreformowania Kręgów i zażegnania konfliktu. W momencie wielkiego zagrożenia, kiedy rozłam kontynentu wisiała na włosku, kiedy w powietrzu wisiało widmo wojny, kiedy Thedasianie najbardziej bali się magów, kiedy Thedas bardziej niż kiedykolwiek potrzebowało jedności, Fiona uznała, że jest to najlepszy czas na przeforsowanie swoich żądań. A że nie mogła znaleźć posłuchu, uciekła się do podstępu, który tylko wszystko pogorszył. Być może gdyby nie jej głupota, konflikt udałoby się ostatecznie zażegnać i w porę zdać sobie sprawę z czyhającego w cieniu zagrożenia w postaci Koryfeusza. Fiona wciągnęła jednak w swoją wojenkę każdego, bez względu na to, czy chciał w niej uczestniczyć, czy nie. To właśnie na jej rękach jest krew tych wszystkich niewinnych osób, które zginęły w wojnie, a potem w walce z Koryfeuszem. Słuszny spotkał ją koniec, kiedy stała się nikim więcej jak tylko mięsem armatnim rzuconym przez Koryfeusza podczas ataku na Azyl. Przechodząc Inkwizycję warto jednak pamiętać, że bez względu na to, czy walczymy z Venatori, czy z czerwonymi templariuszami, czy spoglądamy przez okulara, są to nie tyle twory Koryfeusza, co Fiony, autorki podziału, który niemalże zniszczył Thedas.

P.S. Wszyscy doskonale zdajemy sobie sprawę z tego, że Dragon Age to fikcyjne uniwersum, którego fabułę coś musi napędzać – w tym przypadku jest to konflikt – a bez wojny magów z templariuszami nie mielibyśmy fabuły Inkwizycji. Tekst napisany został jednak w sposób mający oddać wydarzenia z perspektywy Thedasianina – osoby mieszkającej w świecie, w którym do tego konfliktu mogło nie dojść.

 

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież