Dragon Age

Cuda Thedas

[Opinia] Babole fabularne „Inkwizycji”

Dodano: 15 sierpnia 2016 13:17 | autor: Pottero

© How 2 Loliana

Przechodząc ponownie Inkwizycję, w oczy znów rzuciły mi się pewne babole fabularne. Nie jest to co prawda poziom żenady prezentowany przez kosmiczną magię w finale Mass Effect 3, tym niemniej pokazuje, że scenarzyści gubią się trochę w lore swojego uniwersum, czasem potykają się o sznurówki albo nie biorą pod uwagę najbardziej oczywistych rozwiązań. Albo najzwyczajniej w świecie są tak leniwi, że nie chce im się opracowywać różnych wersji scenariusza, które uwzględniałyby nasze wybory z poprzednich części. Stąd też niektóre opisane poniżej babole nie muszą dotyczyć Waszej rozgrywki, wszystko zależy od tego, jakich dokonywaliście wyborów.



Arcydemon
Przede wszystkim: cała Inkwizycja wie, że Koryfeusz jest mrocznym pomiotem, zakłada też, że jego smok jest arcydemonem, a mimo to podejmują próbę ich zniszczenia na własną rękę. Czy Leliana, która brała udział w Piątej Pladze i posiada informacje z pierwszej ręki, nie powiedziała im, że arcydemona może zabić tylko Szary Strażnik, bo inaczej jego dusza przejdzie na najbliższego mrocznego pomiota? Owszem, na początku nie wiedzieli, że Koryfeusz również posiada moc przechodzenia na innych spaczonych, ale należało ostrożnie założyć, że jeżeli zabiją smoka, przejdzie on na Koryfeusza. Skoro zakładali, że smok jest arcydemonem, w pierwszej kolejności powinni szukać pomocy u Szarych Strażników, którzy jako jedyni mogą takowego zabić raz na zawsze. Zamiast tego, kiedy już ich spotykają, skazują ich na wygnanie z Orlais albo dają jakieś mało ważne zadania.

Loliana #1 spy
Co się zaś tyczy Leliany, jest ona doprawdy beznadziejną szpiegmistrzynią. Wraz z Kasandrą poszukiwały Bohatera Fereldenu, a następnie Hawke’a, chcąc zaproponować im przywództwo nad odrodzoną Inkwizycją. Lelianie nie udało się znaleźć żadnego z nich, chociaż w jednej z pierwszych rozmów mówi, że Bohater Fereldenu to jej najlepszy psiapsiel i wymieniają się makulaturą zapisaną słowami. Dodaje co prawda, że Strażnik od jakiegoś czasu nie pisze. No dobrze, załóżmy więc, że Bohater przestał pisać do Leliany, zanim ta zaczęła go poszukiwać, dlatego po nieudanych próbach kontaktu zdecydowała się odszukać Hawke’a. Tyle tylko, że w późniejszej fazie gry Leliana wspomina, że jeśli Inkwizytor chce, może ona spróbować skontaktować się z Bohaterem. I udaje jej się to bez problemu, po wysłaniu kilku osób na poszukiwania, chociaż Bohater w dalszym ciągu się ukrywa i zaciera ze sobą ślady.

Strażnicy bez przywódcy
Jeżeli w zadaniu „Oto jest otchłań” zdecydowano się na poświęcenie Strouda/Alistaira/Loghaina, Szarzy Strażnicy rozpaczają, że nie został im nikt wyższy rangą, kto by ich poprowadził. Najbardziej doświadczona osoba, komendantka Clarel, ginie tak czy siak, ale należy pamiętać, że nie jest jedyną – w Thedas działa jeszcze kilku innych komendantów. Nawet gdyby Strażnik przeżył w Pustce, minęłoby kilka tygodni, zanim oficjalnie otrzymałby przywództwo nad oddziałami z Orlais – jego „kandydaturę” musiałby najpierw zatwierdzić Pierwszy Strażnik rezydujący w Weisshaupt. Najlepsze jest jednak to, że jeżeli poświęcono Hawke’a, to ocalały Strażnik udaje się do Weisshaupt zameldować o wydarzeniach z Adamantu. I wiecie co? Orlezjańskie oddziały i tak pozostają bez osoby straszej rangą, która by nimi dowodziła! Przypuszczam, że u większości graczy Strażnikiem był Stroud, więc poświęcili go bez żalu, żeby mógł przeżyć ich Hawke, z którym się zżyli, co summa summarum jest dobrą decyzją, bo gracze zagrali tym na nosie BioWare, które go uśmierciło, zapewne w imię tego, żeby Strażnicy mieli przywódcę. Nie wzięli jednak poprawki na idiotyzmy, które sami w tym wątku porobili.

Armia demonów?
Pozostając przy Szarych Strażnikach... Powodem, dla którego wiązani byli oni z istotami z Pustki, była chęć stworzenia „armii demonów” – Koryfeusz chciał ją wykorzystać do podboju Thedas, a Clarel do zabicia Dawnych Bogów na Głębokich Ścieżkach. Żadne z nich chyba jednak nie potrafi liczyć ani myśleć perspektywicznie, bo cały ten plan nie ma najmniejszego sensu, a dodatkowo wątek napisany został bez poszanowania dla lore’u uniwersum. Zacznijmy może od tego, że Clarel przedstawiana jest jako przywódczyni Strażników, podczas gdy w rzeczywistości jest tylko komendantką, czyli osobą mającą dużą i realną władzę w bractwie, ale taką samą cieszy się kilka innych osób na kontynencie, a pod jej rozkazami znajdują się wyłącznie Strażnicy z Orlais. Dlaczego więc wobec fałszywego Powołania przyłączyli się do niej również ci z Fereldenu, którzy podlegają nikomu innemu jak Bohaterowi Fereldenu? Żeby nie było wątpliwości, w dalszym ciągu jest on komendantem:

Podlegać powinni mu również Alistair bądź Loghain, dlaczego więc uciekają po narażeniu się Clarel, o której wyrażają się jak o swoim dowódcy? Nawet jeżeli otrzymali zadanie w Orlais, ich dowódcą pozostaje Cousland. Załóżmy jednak optymistycznie dla scenarzystów, że komendant wyruszył poszukiwać sposobu na odwrócenie Powołania znacznie wcześniej, a jego zastępcą został Alistair bądź Loghain, który nie zgodził się na pomysł Clarel (niewprowadzającej go w szczegóły, bo o rytuale magii krwi i udziale Strażników w zabójstwie Justynii V dowiaduje się wraz z Inkwizytorem), która przekonała jednak innych fereldeńskich Strażników. Skoro mamy już w jednym miejscu Orlezjan i Fereldeńczyków, dochodzimy do rzeczonej „armii” demonów. Połączone siły Strażników z państw to – uwaga, uwaga! – kilkaset osób, a z demonem powiązać można wyłącznie magów. Nawet zakładając wersję optymistyczną dla scenarzystów, że połowa Strażników włada magią, daje to co najwyżej kohortę, liczącą góra pięćset osób, a nie armię. Nie wystarczyłoby to do podbicia Thedas, ale Koryfeusz nie miał poszanowania dla ludzkiego życia, więc powiedzmy, że dla niego była to przydatna jednostka służąca za mięso armatnie. Skąd jednak pomysł Clarel, że z kilkuset osobami przebije się przez dziesiątki tysięcy pomiotów i zabije trzech pozostałych Dawnych Bogów, skoro związanie z demonem nie zapewniało nieśmiertelności? Biorąc pod uwagę, że Hawke bądź Strażnik, który ocalał z Pustki, po wydarzeniach w Adamancie udaje się do Weisshaupt, żeby zdać raport Pierwszemu Strażnikowi, ani Koryfeusz, ani Clarel nie pomyśleli o tym, żeby wykorzystać najliczniejszych anderfelskich Strażników. Ale nawet oni – liczący ponad tysiąc osób – nie wystarczyliby do stworzenia armii.

Magia czasu, głupcze!
[Ten akapit jest jednak mocno bezzasadny, ponieważ prawdopodobnie niemożliwe jest cofnięcie się do czasów sprzed otwarcia Wyłomu. Dziękuję uważnym czytelnikom za zwrócenie mi uwagi na ten „szczegół”.] Tutaj największy babol całej gry, o ile zdecydowaliśmy się poprzeć magów. Alexius posiadł umiejętność przenoszenia się w czasie, do czego wykorzystywał amulet, który – z tego co wiemy – nie niszczył się po użyciu. Dlaczego więc, do jasnej Anielki, nikt w Inkwizycji nie wpadł na pomysł, żeby cofnąć się w czasie i pokrzyżować Koryfeuszowi plany? Można by wysłać w przeszłość Doriana – jako rozumiejącego tajniki tej magii – i Lelianę w celu ostrzeżenia Hawke’a, żeby pozbył się Lariusa i Janeki przed przystąpieniem do walki z Koryfeuszem – wtedy po jego zgładzeniu nie było w pobliżu nikogo, kogo ciało mógłby przejąć i zgniłby w więzieniu. Które, dla pewności, można by jeszcze zawalić, żeby nikt go nie odkopał. A jeżeli taka magia ma jakieś ograniczenie czasu, do którego można się przenieść, Leliana mogłaby przenieść się w bliższą przeszłość, żeby dała sobie wskazówki nakazujące zainteresowanie się Venatori i pokrzyżowaniem im szyków, dzięki czemu przy okazji może wpadłaby na ślad Koryfeusza, ostrzegając Boską przed konklawe albo coś w ten deseń. Po co to gadanie, że „zrobimy wszystko, żeby powstrzymać Koryfeusza”, skoro nie korzystacie z opcji dającej tyle możliwości? Z przyczyn oczywistych babol nie ma miejsca, jeżeli Inkwizycja sprzymierzyła się z templariuszami, ponieważ wtedy nie mają pojęcia o magii czasu.


Grafika wykorzystana w nagłówku pochodzi ze strony How 2 Loliana, którą serdecznie polecam!

 

 

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież